Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Cyba. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Ryszard Cyba. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 29 października 2017

Kto ma krew na rękach?

Krew tego człowieka mają na swych rękach cyniczni manipulatorzy i specjaliści od wywoływania masowej histerii usadowieni w polityczno-medialnej „totalnej opozycji”.


I. Cynizm i hipokryzja

W czwartek 19 października ok. godz. 16:30 przed Pałacem Kultury i Nauki podpalił się 54-letni mężczyzna. Płomienie udało się ugasić, lecz desperat doznał rozległych obrażeń i został w stanie ciężkim przewieziony do szpitala. Szybko okazało się, że do tragicznego kroku popchnęły go względy polityczne – zostawił list w którym szczegółowo wyjaśnia swoje motywy, obarczając winą obecny rząd: „chciałbym, aby prezes PiS i PiS-owska nomenklatura przyjęła do wiadomości, że moja śmierć bezpośrednio ich obciąża, i że mają moją krew na swoich rękach”.

Spuściłbym nad tym wydarzeniem zasłonę milczenia, gdyby nie jeden aspekt – otóż tragedia z miejsca została wykorzystana przez media i osoby publiczne kojarzone z tzw. totalną opozycją. Szczyt bezwstydu pobił na swym blogu na stronach tygodnika „Polityka” prof. Jan Hartman, uchodzący – co ważne – za etyka. We wpisie zatytułowanym „Podziękowanie dla samobójcy” (!) porównał czyn człowieka spod PKiN do samospalenia Ryszarda Siwca na Stadionie X-lecia w proteście przeciw udziałowi PRL w inwazji na Czechosłowację w 1968 r. Najbardziej jednak bulwersujące są dalsze słowa Hartmana, który wprost wyraża nadzieję na polityczne zyski z ewentualnej śmierci samobójcy: „Ta śmierć (pytacie, czy na nią czekam? I tak, i nie…) będzie (byłaby) w historii reżimu Kaczyńskiego cezurą”. Rozumieją Państwo? Etyk Hartman jest w rozterce, bo nie wie, czy życzyć temu człowiekowi śmierci – „i tak, i nie...”. A czym owe wątpliwości są spowodowane? Ano, wyjaśnia to w końcówce wpisu: „Jeśli ten człowiek umrze, nasz niemrawa i nierówna walka z reżimem PiS będzie miała nowy symbol i nowego bohatera. Stanie się odtąd poważniejsza – bo w polityce powaga jest następstwem czyjejś śmierci. I za to – niezależnie od tego, czy samobójca przeżyje, czy nie – chciałbym mu już dziś z uszanowaniem podziękować”. Krótko mówiąc, „totalna opozycja” potrzebuje tej śmierci jako symbolu do wciągnięcia na sztandary. To jest polityczny kanibalizm.

Na stronach tejże internetowej „Polityki” wtóruje Hartmanowi Adam Szostkiewicz, również przywołujący Ryszarda Siwca i piszący – jakże by inaczej – o niezgodzie na „dzielenie społeczeństwa przez rządzących”. Oczywiście, nie mógł zmilczeć również Jacek Żakowski - w komentarzu na „WP.pl” mamy znów nawiązanie do Siwca, ponadto też do Jana Palacha, który dokonał samospalenia w 1969 r. w Pradze, połączone z obłudnym wezwaniem (do PiS oczywiście), by zaprzestać eskalowania politycznych emocji... Porażający cynizm i hipokryzja. Już tłumaczę dlaczego.


II. Ofiary rządu PO

Po pierwsze, mężczyzna spod Pałacu Kultury bynajmniej nie był „pierwszym” od czasów Ryszarda Siwca człowiekiem, który zdecydował się na podobny czyn – jak próbuje się nam wmówić. Nie dalej jak sześć lat temu, w 2011 r., pod Kancelarią Premiera Donalda Tuska podpalił się Andrzej Żydek – były funkcjonariusz CBŚ i inspektor urzędu skarbowego na warszawskiej Pradze. Andrzej Żydek został zaszczuty przez swych przełożonych, a w końcu zwolniony z pracy za próby wyjaśniania nieprawidłowości polegających na zaniechaniu ścigania przestępstw skarbowych, co prowadziło do ich taśmowego przedawniania i ogromnych strat Skarbu Państwa. Kontrola z Ministerstwa Finansów ukręciła sprawie łeb, winnych nie znaleziono. Jedyną ofiarą stał się zbyt dociekliwy urzędnik, którego zwolnienie z pracy z nieformalnym „wilczym biletem” zepchnęło w biedę. Listy pisane do Donalda Tuska i innych polityków (m.in. Julii Pitery) pozostały bez odpowiedzi. W jednym z nich czytamy: „(...) jak to się dzieje, że osoby co do których istnieje podejrzenie popełnienia wielu przestępstw pozostają bezkarne, a ja za to, że miałem odwagę sprzeciwić się takim działaniom i odmówić brania udziału w popełnianiu przestępstw zostałem zepchnięty na margines życia w tym »demokratycznym i praworządnym kraju«?”.

Żonie zostawił list ze słowami: „Kochana żono, piszę do Was ostatni raz. W sensie psychicznym i fizycznym jestem wrakiem człowieka. Zniszczyli mi życie i wiarę w jakiekolwiek wartości. Zostało mi jedyne, honorowe wyjście. Po mojej śmierci zgłoś się po rentę. Jej komornik nie zajmie. I ratuj co się da, ratuj mieszkanie”. Pan Andrzej na szczęście przeżył próbę samobójczą, mieszka dziś wraz z rodziną na południu Polski.

Dwa lata później, w 2013 r., również przed Kancelarią Premiera, podpalił się pochodzący z Kielc 56-letni Andrzej Filipiak. Poprosił żonę o 30 zł na bilet i wsiadł w pociąg do Warszawy. Do samobójstwa popchnęła go bieda, na którą nie było miejsca w oficjalnym propagandowym przekazie „zielonej wyspy”. Z powodów zdrowotnych utracił pracę, nie był w stanie wraz z rodziną przeżyć z głodowych zapomóg i zasiłków. Płonącego mężczyznę próbowali ratować protestujący równolegle przed KPRM związkowcy – niestety, obrażenia były zbyt poważne i kilka dni później Andrzej Filipiak zmarł.

Te tragedie nie pasują jakoś opozycyjnym komentatorom do obrazka.


III. Stado szakali

Teraz kolejna rzecz. Do samospalenia pod PKiN doszło w rocznicę zamachu na Marka Rosiaka dokonanego przez Ryszarda Cybę 19 października 2010 r. - i śmiem twierdzić, że oba wydarzenia są awersem i rewersem tego samego medalu. W obu przypadkach mamy bowiem do czynienia z zainfekowaniem toksyczną, nienawistną propagandą – reakcja, czyli agresja skierowana przeciw innym, bądź przeciw sobie, jest tylko kwestią indywidualnej konstrukcji psychicznej danego człowieka. List Cyby nie pozostawia wątpliwości, spójrzmy: „Na początku chciałbym przeprosić pokrzywdzonych za to co zrobiłem, ale winę ponosi PiS. Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński, który spóźnił się na samolot i nie chciał się spóźnić się na uroczystości, doprowadził do katastrofy smoleńskiej przez zmuszenie załogi samolotu do lądowania w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych i słabo wyposażonym lotnisku. Według mnie to Lech Kaczyński jest największym mordercą Polskim od czasu II wojny światowej”. Mamy tu odzwierciedlenie medialnego jazgotu rozpętanego po tragedii smoleńskiej w skali 1:1.

Podobnie z listem pozostawionym przez mężczyznę spod Pałacu Kultury. Jako powody samopodpalenia wylicza 15 punktów będących streszczeniem tego, co przelewa się w mediach przez 24 godziny na dobę od wyborów 2015 r. - terror, faszyzm, dyktatura, PRL, wyrzucą nas z Europy... Tę zmasowaną intoksykację podbijają dodatkowo histeryczne wypowiedzi celebrytów oraz hasła skandowane na opozycyjnych wiecach. W manifeście samobójcy wszystko to jest oddane w skondensowanej formie. Mowa jest m.in. o ograniczaniu wolności obywatelskich, niszczeniu Trybunału Konstytucyjnego i niezależnych sądów, łamaniu konstytucji, marginalizacji i ośmieszaniu Polski na arenie międzynarodowej, wycince Puszczy Białowieskiej, nienawistnych „miesięcznicach smoleńskich”, niszczeniu autorytetów (Lech Wałęsa), wrogości wobec „uchodźców” i „mniejszości” (LGBT), ubezwłasnowolnieniu mediów publicznych, upartyjnieniu służb specjalnych, reformie oświaty, ignorowaniu protestów w służbie zdrowia... Wypisz, wymaluj – agenda „totalnej opozycji”.

Trzeba przy tym zauważyć, że tragiczne kroki Andrzeja Żydka i Andrzeja Filipiaka spowodowane były ich namacalnymi, życiowymi doświadczeniami – biedą i bezprawiem. Oni mieli okazję na własnej skórze popróbować uroków „zielonej wyspy” i „polityki miłości”. W odróżnieniu od nich, Cyba i desperat z Placu Defilad posunęli się do drastycznych kroków pod wpływem czysto wirtualnego, medialnego Matrixu, który skutecznie im wmówił, że Kaczyńscy winni są Smoleńska, a Polska stacza się w otchłań totalitaryzmu.

A zatem na pytanie, kto ma krew na rękach, odpowiadam: krew tego człowieka mają na swych rękach cyniczni manipulatorzy i specjaliści od wywoływania masowej histerii usadowieni w polityczno-medialnej „totalnej opozycji”. Czy się cofną? Ależ gdzież tam - oni dziś nie posiadają się ze szczęścia, jak cytowany tu Jan Hartman, że wreszcie udało się kogoś skutecznie podbechtać i będą na tej tragedii żerować niczym stado szakali.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Ryszard Cyba i system kłamstwa

Mordercy zza biurek


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 43 (27.10-02.11.2017)

niedziela, 15 października 2017

Stephen Paddock – amerykański Cyba

Nie dziwi, że lewicowo-liberalne media nabrały wody w usta. Okazało się bowiem, że masakra w znacznym stopniu idzie właśnie na ich konto.

I. Lewacko-islamski terrorysta

Jakoś dziwnie zrobiło się cicho wokół masakry w Las Vegas – i chyba nawet wiem dlaczego. Przypomnę, że 1 października 2017 r. 64-letni emerytowany pracownik koncernu Lockheed Martin, Stephen Paddock, otworzył ogień z 32 piętra hotelu Mandalay Bay do uczestników trwającego w pobliżu festiwalu muzyki country „Route 91”. Efekt – 59 osób zabitych i 527 rannych. Gdy policja zaczęła forsować drzwi do hotelowego pokoju, Paddock popełnił samobójstwo. Na miejscu znaleziono istny arsenał – 23 sztuki broni palnej i mnóstwo amunicji. Była to najkrwawsza masakra w historii USA. Oczywiście, jak to bywa w takich sytuacjach, pojawiły się różne spekulacje odnośnie motywów sprawcy – od przyczyn finansowych, poprzez zaburzenia psychiczne, po terroryzm. FBI szybko (chyba zbyt szybko) wykluczyła powiązania Paddocka z organizacjami terrorystycznymi. Lewackie media w USA (a za nimi ich odpowiedniki w reszcie świata) zaczęły z miejsca pomstować na amerykańskie prawo dotyczące posiadania broni, niedwuznacznie sugerując, że korzystają na nim białe, szowinistyczne świnie w rodzaju zamachowca z Las Vegas. Milcząco założono przy tym, że skoro Paddock pracował w koncernie zbrojeniowym, był myśliwym i zamożnym członkiem białej klasy średniej, to z pewnością miał prawicowe inklinacje polityczne.

Tymczasem, jak podają amerykańskie media, w pokoju Paddocka znaleziono liczne publikacje skrajnie lewicowej Antify (znanej i u nas z gościnnych występów, kiedy to jej bojówkarze zaproszeni przez „Krytykę Polityczną” atakowali uczestników Marszu Niepodległości). Do tego policja natrafiła na zdjęcia z podróży na Środkowy Wschód. Okazało się, że Paddock był co najmniej sympatykiem (być może również członkiem) tej lewackiej organizacji uznawanej w Stanach za ugrupowanie terrorystyczne. Sama Antifa nie omieszkała wyrazić poparcia dla swego kamrata, pisząc na portalu społecznościowym: „Jeden z naszych towarzyszy kazał tym popierającym Trumpa psom zapłacić za wszystko. Jakby tego było mało, do zamachu przyznało się ISIS – choć tu trzeba być ostrożnym, niewykluczone że islamiści chcieli sobie w ten sposób zrobić dodatkową reklamę. Niemniej, warto nadmienić, że powiązana z ISIS agencja informacyjna Amaq podała, iż Paddock kilka miesięcy wcześniej miał przejść na islam – co przynajmniej teoretycznie pokrywałoby się z jego podróżami. Wkrótce okazało się też, że Paddock był fanatycznym przeciwnikiem Donalda Trumpa i brał udział w powyborczych protestach przeciw nowemu prezydentowi. No i zostaje jeszcze tajemniczy incydent – 45 minut przed zamachem wśród zgromadzonych na festiwalu ludzi pojawiła się para Latynosów. W pewnym momencie kobieta zaczęła krzyczeć: „Jesteście otoczeni! Wszyscy k...a zginiecie!”. Kobietę wyprowadziła ochrona, a niedługo potem rozpoczęła się masakra. Czyżby Paddock nie działał sam?


II. Medialne szczujnie

Nie chciałbym tu budować teorii spiskowej, ale milczenie FBI wokół powiązań Paddocka jest zastanawiające. Nie dziwi natomiast, dlaczego wody w usta nabrały lewicowo-liberalne media. Okazało się bowiem, że masakra w znacznym stopniu idzie właśnie na ich konto – nie dość, że sprawcą nie był żaden „biały suprematysta”, to na dodatek okazał się nim skrajny lewak, ich polityczno-ideowy sojusznik, podobnie jak oni owładnięty obsesyjną nienawiścią do Donalda Trumpa. Porównajmy to sobie z wałkowaną tygodniami histerią po zamachu w Charlottesville, kiedy to jeden z uczestników protestu przeciw likwidacji pomnika bohatera Konfederacji, generała Roberta Lee, wjechał samochodem w tłum lewicowych aktywistów zabijając jedną osobę i raniąc kilkanaście innych. Wtedy wrzaskom o „faszyzmie” i „białych rasistach” nie było końca, a cały postępowy świat tygodniami trząsł się z oburzenia – tym skwapliwiej, że choć na chwilę można było odwrócić uwagę opinii publicznej od islamskiego terroryzmu.

Teraz wyobraźmy sobie medialne reakcje, gdyby przy Paddocku znaleziono chociaż jedną ulotkę jakiejś prawicowej organizacji lub National Riffle Association, ba – nawet czapeczkę z kampanii wyborczej Trumpa! Z miejsca stałoby się to „dowodem” na „faszyzację” i tolerowanie przez władze rosnącego w siłę „białego ekstremizmu”. Wszyscy celebryci, hollywoodzkie gwiazdy i postępowi komentatorzy od rana do nocy zalewaliby Amerykę i świat jazgotem o krwiożerczych zwolennikach Trumpa, a zawodowi przeciwnicy prawa do posiadania broni dostali by wiatru w żagle na długie miesiące. Tymczasem jakoś dziwnie przycichli również i oni – masakra popełniona przez lewaka najwyraźniej nie nadaje się do rozpętania kampanii, a wiodące media ewidentnie zaczęły wyciszać temat. Amerykańska mutacja „Newsweeka” (tego samego, który po wyborach musiał wycofać z dystrybucji 125 tys. egzemplarzy przygotowanego zawczasu numeru z Hillary Clinton jako prezydentem na okładce) podała informację o powiązaniach Paddocka w formule „alt-prawica i jej teorie spiskowe” - i tyle „w temacie”.

Jednak nie znaczy to, że Paddock nie ma w lewicowym establishmencie swoich kibiców. Ich nastroje w przypływie szczerości idealnie oddała wiceszefowa stacji CBS Hayley Geftman-Gold, pisząc na Facebooku, że ofiary nie zasługują na współczucie, ponieważ fani muzyki country są często republikanami i zwolennikami noszenia broni. Później wprawdzie przeprosiła, a stacja natychmiast wylała ją z pracy, jednak tego typu opinie rodzą się w określonej atmosferze i Geftman-Gold miała pełne prawo sądzić, że oddaje poglądy środowiska w którym na co dzień się obraca – nie przewidziała tylko konsekwencji. Cechą wspólną liberalnego mainstreamu w USA jest bowiem atawistyczna, zwierzęca nienawiść zarówno do Trumpa, jak i tego, co obecny prezydent reprezentuje – konserwatywnej, tradycyjnej, białej Ameryki. Owa nienawiść przekłada się również na jego wyborców – pogardzanych, prowincjonalnych „rednecków” w tych ich pick-upach, bejsbolówkach i ze spluwami pod ręką. Te amerykańskie „mohery” wypowiedziały w ostatnich wyborach posłuszeństwo nowojorskim „elitom”, co jednoznacznie uznano za bunt i uzurpację. Toteż „elity” odreagowują poczucie symbolicznej degradacji nieustanną, histeryczną agresją skierowaną przeciw sprawcom ich upokorzenia, na przykład prostakom słuchającym country, czyli muzyki mającej w oczach amerykańskich liberałów status podobny jak u nas disco-polo – rozrywki dla ciemnej, wieśniackiej tłuszczy. Nic więc dziwnego, że w końcu wyhodowały takiego Paddocka, który postanowił wziąć sprawy we własne ręce i rozprawić się z republikańskim „ciemnogrodem”. Z powyższym zgadzałaby się nawet ewentualna konwersja na islam, bowiem światowe lewactwo właśnie w muzułmanach upatruje taktycznego sojusznika, mającego pomóc w rozwaleniu do reszty zachodniego świata.


III. Paddock jak Cyba

Brzmi znajomo? Przecież powyższe jest wypisz-wymaluj odzwierciedleniem nastrojów panujących na naszych opiniotwórczych „salonach”. To samo stężenie nienawiści, obłędu i agresji – dość przypomnieć niedawny hejt wylany na akcję „Różaniec do granic”. Nie ulega dla mnie wątpliwości, że gdyby jakiś szaleniec zaczął masakrować np. uczestników patriotycznej demonstracji, to reakcją chociażby „Obywateli RP” prócz najczarniejszej satysfakcji byłoby stwierdzenie, że „faszyści” sami są sobie winni. Zresztą, w 2010 roku mieliśmy już z podobną sytuacją do czynienia. Kiedy nabuzowany nienawistną propagandą Ryszard Cyba zamordował Marka Rosiaka i ciężko ranił innego pracownika biura poselskiego w Łodzi (a byli jedynie celami zastępczymi, bo Jarosław Kaczyński miał jak na możliwości zamachowca zbyt dobrą ochronę), to Waldemar Kuczyński na łamach „Wyborczej” napisał, że Jarosław Kaczyński „posiał wiatr”, a „atmosfera” w jakiej działał Cyba „jest dziełem braci Kaczyńskich i partii pod ich kierownictwem”. Nazwałem wtedy medialne szczujnie III RP „mordercami zza biurek” dodając, że to m.in. „Wyborcza” i TVN wręczyły Cybie pistolet. Dokładnie tak samo szczują dzisiaj – zarówno w Polsce, jak i za oceanem.


Gadający Grzyb


Na podobny temat:

Ryszard Cyba i system kłamstwa

Mordercy zza biurek


Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/


Artykuł opublikowany w tygodniku „Warszawska Gazeta” nr 41 (13-19.10.2017)

sobota, 11 sierpnia 2012

Młot na „pisowców”

Ściganie w sieci tzw. „mowy nienawiści” to kolejny młot na „pisowców”. Przedstawiciele przemysłu pogardy mogą spać spokojnie.

I. Ściąga dla Seremeta

Czytam, że stojący na czele jak najbardziej niezależnej prokuratury pan Andrzej Seremet zarządził ściganie w sieci tzw. „mowy nienawiści”. Zarządził tak, gdyż „Tygodnikowi Powszechnemu” zrobiło się przykro, iż niecywilizowany tubylczy motłoch się brzydko wyraża. Doskonały pomysł. Nienawiść werbalna prowadzi bowiem często do nienawiści fizycznej w jej najskrajniejszych odmianach, o czym cała Polska miała okazję przekonać się przy okazji mordu łódzkiego. To wyrobnicy i zawiadowcy przemysłu pogardy włożyli Ryszardowi Cybie pistolet do ręki i popchnęli do zabójstwa. Treść jego „manifestu”, który przyniósł na salę sądową nie pozostawia tu cienia wątpliwości, dokument ten bowiem składał się niemal w całości z nienawistnych, antypisowskich medialnych zbitek, sączących się z przekaziorów dzień w dzień od rana do nocy – również w internecie. Na dobrą sprawę, należałoby takich „morderców zza biurek” jak Lis, Kuczyński, Kuźniar i reszta ferajny sądzić za podżeganie do zabójstwa.

Oto fragment pisma Cyby: „Na początku chciałbym przeprosić pokrzywdzonych za to co zrobiłem, ale winę ponosi PiS. Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński, który spóźnił się na samolot i nie chciał się spóźnić się na uroczystości, doprowadził do katastrofy smoleńskiej przez zmuszenie załogi samolotu do lądowania w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych i słabo wyposażonym lotnisku. Według mnie to Lech Kaczyński jest największym mordercą Polskim od czasu II wojny światowej. (…)” (http://niezalezna.pl/19439-znamy-tresc-listu-ryszarda-cyby)

W związku z powyższym, ponieważ w Prokuraturze Generalnej powstaje właśnie jakaś instrukcja z wytycznymi, co i w jaki sposób będzie ścigane z całą surowością prawa, to mam dla pana Andrzeja Seremeta ściągę z przykładami nienawistnej mowy rozpanoszonej na największych polskich portalach, dyskryminującej innych ze względu na przekonania polityczne, religijne itd. (pisownia oryginalna):

„Prawicowe parchy uażający się za wielkie dziennikarstwo wybielają prawicowe bydło ze stada Yaro Zbawcy.” (gazeta.pl)

„Kobito droga !!!!! Zajmij się wnukami. Jak nie masz swoich to cudze przygarnij. Ale nie mieszaj się do polityki bo to Cię przerosło !!!!! Jka prezio, który żyje z kotem po pochówku przyjaciela broni małżeństw " hetero " a minister, który skrobał na potęgę broni życia poczętego to gdzie się wcinasz kobito ze swymi skrobankami??? Toż to wszystko udawane jest :( A że sobie spieprzyłaś życie to nie musisz się odgrywać na innych !!!!” (wp.pl, pod felietonem Jadwigi Staniszkis)

„Kłamczyński to naczelna hiena cmentarna 4rp - każdą śmierć da się wykorzystać, tym bardziej,że martwi nie mogą zaprotestować.....” (interia.pl, pod felietonem Ziemkiewicza)

„MNIE WAS PISDZIELCY ANI TROCHĘ NIE ŻAL, BO DAJECIE SIĘ TRÓŻNEJ MAŚCI PSYCHOLOM (MACIEREWICZ, JAREK0 POLITRUKOM PZPR (LIPIŃSKI, KRYŻE, JASIŃSKI) OBSŁUDZE ZMYWAKA (CZARNECKI), ZŁODZIEJOM (RYDZYK, WOJCIECHOWSKI, KUŹMIUK, BRUDZIŃSKI) ULICZNYM CHULIGANOM (BRUDZIŃSKI) PROWADZIĆ NA RZEŹ , JAK B A R A N Y ! MASZ JEDEN Z DRUGIM TROCHĘ WYKSZTAŁCENIA A TAK SIĘ UPADLASZ!” (onet.pl)

II. Podgotowka „TP”

Nie będę przytaczał więcej, bo tu nie rynsztok, a i to co zacytowałem, to w zasadzie tylko tak dla żartu. Taki smutny dowcip, nie mam bowiem, rzecz jasna, złudzeń co do tego, że przygotowywane wytyczne służyć będą wyłącznie Obozowi Beneficjentów i Utrwalaczy III RP oraz, ewentualnie, różnym postępowcom, jako kolejny młot na „pisowców”, „moherów” i choćbyśmy zapchali prokuratorskie skrzynki podobnymi doniesieniami, to możemy mieć pewność, że sauronowe oko niezależnego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania znajdzie akurat ciekawsze obiekty do skupienia swej uwagi. Tak, jak w przypadku malwersanta od „Amber Gold”, czy Zbigniewa S. ps. „Niemiec” - sutenera i szantażysty Krzysztofa Piesiewicza, którego proces wciąż jakoś nie może się rozpocząć, zaś sam alfons bez przeszkód ze strony policji był jednym z czynniejszych prowodyrów napaści na obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

Swoją drogą, „Tygodnik Powszechny” wykazał się rewolucyjną czujnością i gorliwością w robieniu „waadzy” dobrze. Udając „troskę” (zwróćcie uwagę – oni zawsze się „troszczą” – nie, że chcą wprowadzenia tylnymi drzwiami cenzury i knebla, gdzieżby!) dostarczył Dyktaturze Matołów idealnej podkładki do nałożenia na internet kagańca. Kaganiec ów Dyktatura Matołów próbowała już założyć sieci kilkukrotnie – zawsze chyłkiem, boczkiem, przemycając zapisy przy okazji jakichś nowelizacji dotyczących zasadniczo czegoś innego i wygląda na to, że tym razem może się udać. I nawet nie trzeba będzie zmieniać prawa. Wystarczy istniejące przepisy poddać twórczej interpretacji za pomocą instrukcji z wytycznymi dla prokuratorów. Genialne. Ciekawe, czy prokuratura skorzysta z odkrycia dziennikarki TVN, która przy okazji Marszu Niepodległości za podżegające do nienawiści uznała hasło „Bóg – Honor – Ojczyzna”.

Na marginesie, przypomniał mi się stary dowcip: „- Tate, w szkole kazali napisać wierszyk ze słowem 'podżegacze'. - Ty, Icek, nic się nie martw. Ty siadaj i pisz: 'na balkonie wiszą gacze / pod balkonem piesek skacze / jak doskoczy – podże gacze!' ”

III. Mordercy zza biurek mogą spać spokojnie

Interesujący jest jeszcze jeden aspekt sprawy, mianowicie wysoka, hm, reaktywność pana Prokuratora Generalnego. Wystarczył jeden tekst niszowego tygodnika o śladowym nakładzie, by uruchomić prokuratorską machinę i to od razu na szczeblu centralnym. Wow, strach pomyśleć, co by się stało, gdyby zawracaniem głowy prokuratorowi zajęła się na serio, dajmy na to, „Gazeta Polska” rozchodząca się w wielokrotnie wyższym nakładzie. Ani chybi, Polska zmieniła by się w kraj szalejącego prawackiego terroru z prokuratorskimi komandami krążącymi po ulicach.

Żartuję oczywiście – w naszym pięknym kraju nie liczy się bowiem zasięg, bo wówczas TV Trwam już dawno miałaby miejsce na multipleksie, tylko fakt przynależności do odpowiedniego towarzystwa – to jest czynnik „opiniotwórczy” i nic innego. „Tygodnik Powszechny” może sobie być ledwie wegetującym pisemkiem doprowadzonym do ruiny przez kolejne zastępy „otwartych katolików”, którzy uczynili z niego wpierw religijny dodatek do „Gazety Wyborczej”, zaś obecnie listek figowy dla ITI, które z jakichś powodów potrzebowało takiego listka w swym ogródku, tak jak potrzebuje tego kanału od bezkoloratkowego księdza Sowy i Szymona Hołowni – czołowych specjalistów od „katolicyzmu bezobjawowego” - ale z jakichś tajemniczych względów, sygnał wysłany właśnie z redakcji „Tygodnika” uruchomił jakieś niewidoczne sznurki, które sprawiły, iż niezależny Prokurator Generalny zaczyna nagle gorliwie śpiewać z podsuniętej mu partytury.

A tak poza tym – wiadomo, że ścigania za wpisy na forach internetowych nie będzie, bo niezwisłe sądy nie nadążyłyby ze wsadzaniem do paki. W praktyce, to od subiektywnej oceny pana prokuratora zależeć będzie, czy daną wypowiedź uzna za pospolitą pyskówkę, czy za złowrogą „mowę nienawiści”. W ramach „ekonomiki” działania zadawane będą więc uderzenia punktowe – gdy ukaże się jakiś wpis wyjątkowo drażniący przedstawicieli Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP, gdy jakiś publicysta zanadto się wychyli, gdy pojawi się jakiś nowy „Antykomor”, gdy „talib” Terlikowski rozdrażni gejów i feministki przypomnieniem nauczania Kościoła w kwestiach moralnych itp.

Wiadomo przecież, że nie ścigną Lisa, Cezarego Michalskiego (co to chciał byłych kolegów załatwić, jak załatwiono Aldo Moro), Wojciecha Maziarskiego, Kuczyńskich czy palikociarni, mimo, że to właśnie ich nienawistna propaganda skłoniła Ryszarda Cybę do sięgnięcia po broń i doprowadziła do łódzkiej tragedii. Przedstawiciele przemysłu pogardy i nienawiści – ci współcześni mordercy zza biurek – mogą spać spokojnie.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na zbliżony temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/mordercy-zza-biurek

http://niepoprawni.pl/blog/287/ryszard-cyba-i-system-klamstwa

A oto "manifest" Cyby - kliniczny przykład skutków "przemysłu pogardy", którego nie będzie ścigał pan Seremet:

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQnJQ7qiixNz6jsAVovWQG7EsMQ5Uq-bXUJG4kjSUfWwrUCNaTmIg8wn85OEOBZ2tzlEJa-XlYQLyFa2s7KOVbOtOJnRej2TwjpsMleRTbRjPVMDGMz6rOnLfuiqg4y7xAB8VRWfFWdhHA/s512/cyba-list_pap.jpg

środa, 21 grudnia 2011

Ryszard Cyba i system kłamstwa


Działalność funkcjonariuszy reżimowych mediodajni można podsumować jako jedno nieprzerwane podżeganie do zabójstwa.


I. Krach narracji

Pocieszające, że pod rządami ponurej dyktatury matołów trafiają się od czasu do czasu jaskółki przywracające wiarę w elementarną sprawiedliwość – tak jak w przypadku wyroku dożywocia orzeczonego w sprawie Ryszarda Cyby. Na zdrowy rozum, dożywocie (z braku kary śmierci) wraz z dziesięcioletnim pozbawieniem praw publicznych i możliwością ubiegania się o warunkowe zwolnienie dopiero po upływie 30 lat (Ryszard Cyba, o ile dożyje tej chwili, będzie miał wtedy 93 lata) było jedyną możliwą karą, ale sądy III RP wydały już zbyt wiele skandalicznych i urągających poczuciu przyzwoitości wyroków, by można było oczekiwać finału sprawy ze spokojem. Tym bardziej cieszy, że polityczny morderca, nafaszerowany propagandą reżimowych mediodajni były członek PO i milicyjny konfident, usłyszał jednoznaczne potępienie swej zbrodni i poniesie stosowną karę.

Przy okazji posypało się kilka narracji, którymi wkrótce po łódzkim mordzie raczyły nas przekaziory, z niedwuznaczną intencją rozmycia odpowiedzialności i zrelatywizowania kwestii wyboru ofiar zabójstwa.

Po pierwsze – Ryszard Cyba nie był wariatem, jak usiłowano nam wmówić. Biegli wyraźnie stwierdzili, że był poczytalny i w pełni odpowiadał za swe czyny.

Po drugie – nie był to zamach na klasę polityczną „tak w ogólności”, którą to wersję również usiłowano przeforsować w społecznej świadomości za pomocą „przekazów dnia” i uporczywego zagadywania wymowy zbrodni propagandowym bełkotem. Zarówno sąd, jak i sam morderca jednoznacznie wskazali że celem ataku miała być trójka czołowych ówczesnych polityków PiS – Jarosław Kaczyński, Zbigniew Ziobro i Jacek Kurski. Ponieważ sprawca nie mógł ich dosięgnąć w dobrze chronionej warszawskiej siedzibie, skierował się w zastępstwie do łódzkiego oddziału partii, by tam zabić jakichkolwiek „pisowców”. Padło na Marka Rosiaka i Pawła Kowalskiego, który cudem ocalał.

Po trzecie wreszcie - upadła wyjątkowo ohydna insynuacja zwerbalizowana przez Waldemara Kuczyńskiego i powielana później w różnych formach, że winę za mord ponosi Jarosław Kaczyński, który „posiał wiatr”. Otóż nie. Z „manifestu” Ryszarda Cyby wyłania się obraz człowieka uwarunkowanego przez przemysł pogardy i nienawiści, powtarzającego „nagrane” mu wrzutki o winie braci Kaczyńskich za tragedię smoleńską.

II. Opętany propagandą

Spójrzmy:

„Na początku chciałbym przeprosić pokrzywdzonych za to co zrobiłem, ale winę ponosi PiS. Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński, który spóźnił się na samolot i nie chciał się spóźnić się na uroczystości, doprowadził do katastrofy smoleńskiej przez zmuszenie załogi samolotu do lądowania w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych i słabo wyposażonym lotnisku. Według mnie to Lech Kaczyński jest największym mordercą Polskim od czasu II wojny światowej. (…)” (http://niezalezna.pl/19439-znamy-tresc-listu-ryszarda-cyby )

W tym cytacie mamy kondensację wątków pracowicie wdrukowywanych w umysły Polaków od pierwszych chwil po Katastrofie Smoleńskiej przez propagandową machinę reżimowych mediodajni. Po co Kaczyński się pchał do Katynia, trzy próby podejścia do lądowania, naciski na pilotów, presja powodująca u kpt. Protasiuka „tunelowanie poznawcze” - cały zestaw kłamliwych bredni powtarzanych dzień po dniu przez wiele miesięcy, wylewających się ze szczekaczek wciąż od nowa i od nowa... Bredni których nikt nie odwołał i za które nikt nie przeprosił, choć wszystkie bez wyjątku okazały się fałszywe.

Znamienne, że do świadomości Cyby nie dotarło, iż to rząd Tuska po tym jak Prezydent wyraził wolę uczestniczenia w obchodach katyńskich podjął wspólnie z rządem Putina grę dyplomatyczną obliczoną na zdeprecjonowanie głowy własnego państwa; że nie było żadnego podejścia do lądowania; że nikt nie wywierał na pilotach presji; że to Rosjanie wbrew procedurom nie zamknęli lotniska... Do Ryszarda Cyby dotarła wyłącznie i opętała go bez reszty nienawistna propaganda produkowana i kolportowana przez wiodące „pasy transmisyjne” tłukące bez chwili wytchnienia ten sam podły przekaz. Nie oszukujmy się – ten przekaz zdominował również setki tysięcy innych umysłów. Łódzki morderca po prostu zachował się konsekwentnie i wziął broń do ręki.

III. Mordercy zza biurek

Ryszard Cyba, skazany został za czyn „popełniony z motywów politycznych, adresowany do jednej tylko partii (...) i z pobudek zasługujących na najwyższe potępienie” (wPolityce.pl). To jedna strona tej zbrodni. Druga strona, która wciąż czekana rozliczenie, to mordercy zza dziennikarskich biurek, wyrobnicy propagandowego frontu obozu beneficjentów i utrwalaczy III RP, którzy w strachu o stan politycznego posiadania nie cofnęli się przed żadną nikczemnością. Ich działalność można podsumować jako jedno nieprzerwane podżeganie do zabójstwa. Odczłowieczanie „pisowców”, przedstawianie ich jako groteskowego „bydła” i „watah” które należy „dorżnąć”, robienie tematu dnia z każdej obrzydliwości wydalonej z gardzieli Palikota, promowanie każdej zaplutej, nieprzytomnej tyrady Niesiołowskiego, każdego rechotu z „kartofla” – to wszystko sprawia, że klawiatury, kamery i mikrofony tego towarzystwa są dziś zachlapane krwią niewinnych ofiar. To „Wyborcza” z TVN-em i innymi pomniejszymi mediodajniami wręczyły Cybie pistolet i poszczuły na „Kaczora”.

Nie mam złudzeń. Nie wierzę, że w tych wyzutych z sumień łajdakach – tych wszystkich Czuchnowskich, Olejnikach, Kuczyńskich, Kuźniarach, ekipie „Szkła kontaktowego” i całej reszcie coś się obudzi, drgnie jakaś resztka poczucia przyzwoitości. Nie łudzę się, że dokonają jakiegoś rozliczenia, że przeproszą, że zdobędą się na chwilę autorefleksji. Zamiast tego, będą domagać się od reżimu któremu się wysługują ochrony należnej funkcjonariuszom państwowym, dającej komfort działania w ramach systemu kłamstwa.

Wszak nie na darmo nazywa się ich cynglami.

Gadający Grzyb