Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisowcy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą pisowcy. Pokaż wszystkie posty

sobota, 11 sierpnia 2012

Młot na „pisowców”

Ściganie w sieci tzw. „mowy nienawiści” to kolejny młot na „pisowców”. Przedstawiciele przemysłu pogardy mogą spać spokojnie.

I. Ściąga dla Seremeta

Czytam, że stojący na czele jak najbardziej niezależnej prokuratury pan Andrzej Seremet zarządził ściganie w sieci tzw. „mowy nienawiści”. Zarządził tak, gdyż „Tygodnikowi Powszechnemu” zrobiło się przykro, iż niecywilizowany tubylczy motłoch się brzydko wyraża. Doskonały pomysł. Nienawiść werbalna prowadzi bowiem często do nienawiści fizycznej w jej najskrajniejszych odmianach, o czym cała Polska miała okazję przekonać się przy okazji mordu łódzkiego. To wyrobnicy i zawiadowcy przemysłu pogardy włożyli Ryszardowi Cybie pistolet do ręki i popchnęli do zabójstwa. Treść jego „manifestu”, który przyniósł na salę sądową nie pozostawia tu cienia wątpliwości, dokument ten bowiem składał się niemal w całości z nienawistnych, antypisowskich medialnych zbitek, sączących się z przekaziorów dzień w dzień od rana do nocy – również w internecie. Na dobrą sprawę, należałoby takich „morderców zza biurek” jak Lis, Kuczyński, Kuźniar i reszta ferajny sądzić za podżeganie do zabójstwa.

Oto fragment pisma Cyby: „Na początku chciałbym przeprosić pokrzywdzonych za to co zrobiłem, ale winę ponosi PiS. Jarosław Kaczyński i Lech Kaczyński, który spóźnił się na samolot i nie chciał się spóźnić się na uroczystości, doprowadził do katastrofy smoleńskiej przez zmuszenie załogi samolotu do lądowania w bardzo trudnych warunkach atmosferycznych i słabo wyposażonym lotnisku. Według mnie to Lech Kaczyński jest największym mordercą Polskim od czasu II wojny światowej. (…)” (http://niezalezna.pl/19439-znamy-tresc-listu-ryszarda-cyby)

W związku z powyższym, ponieważ w Prokuraturze Generalnej powstaje właśnie jakaś instrukcja z wytycznymi, co i w jaki sposób będzie ścigane z całą surowością prawa, to mam dla pana Andrzeja Seremeta ściągę z przykładami nienawistnej mowy rozpanoszonej na największych polskich portalach, dyskryminującej innych ze względu na przekonania polityczne, religijne itd. (pisownia oryginalna):

„Prawicowe parchy uażający się za wielkie dziennikarstwo wybielają prawicowe bydło ze stada Yaro Zbawcy.” (gazeta.pl)

„Kobito droga !!!!! Zajmij się wnukami. Jak nie masz swoich to cudze przygarnij. Ale nie mieszaj się do polityki bo to Cię przerosło !!!!! Jka prezio, który żyje z kotem po pochówku przyjaciela broni małżeństw " hetero " a minister, który skrobał na potęgę broni życia poczętego to gdzie się wcinasz kobito ze swymi skrobankami??? Toż to wszystko udawane jest :( A że sobie spieprzyłaś życie to nie musisz się odgrywać na innych !!!!” (wp.pl, pod felietonem Jadwigi Staniszkis)

„Kłamczyński to naczelna hiena cmentarna 4rp - każdą śmierć da się wykorzystać, tym bardziej,że martwi nie mogą zaprotestować.....” (interia.pl, pod felietonem Ziemkiewicza)

„MNIE WAS PISDZIELCY ANI TROCHĘ NIE ŻAL, BO DAJECIE SIĘ TRÓŻNEJ MAŚCI PSYCHOLOM (MACIEREWICZ, JAREK0 POLITRUKOM PZPR (LIPIŃSKI, KRYŻE, JASIŃSKI) OBSŁUDZE ZMYWAKA (CZARNECKI), ZŁODZIEJOM (RYDZYK, WOJCIECHOWSKI, KUŹMIUK, BRUDZIŃSKI) ULICZNYM CHULIGANOM (BRUDZIŃSKI) PROWADZIĆ NA RZEŹ , JAK B A R A N Y ! MASZ JEDEN Z DRUGIM TROCHĘ WYKSZTAŁCENIA A TAK SIĘ UPADLASZ!” (onet.pl)

II. Podgotowka „TP”

Nie będę przytaczał więcej, bo tu nie rynsztok, a i to co zacytowałem, to w zasadzie tylko tak dla żartu. Taki smutny dowcip, nie mam bowiem, rzecz jasna, złudzeń co do tego, że przygotowywane wytyczne służyć będą wyłącznie Obozowi Beneficjentów i Utrwalaczy III RP oraz, ewentualnie, różnym postępowcom, jako kolejny młot na „pisowców”, „moherów” i choćbyśmy zapchali prokuratorskie skrzynki podobnymi doniesieniami, to możemy mieć pewność, że sauronowe oko niezależnego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania znajdzie akurat ciekawsze obiekty do skupienia swej uwagi. Tak, jak w przypadku malwersanta od „Amber Gold”, czy Zbigniewa S. ps. „Niemiec” - sutenera i szantażysty Krzysztofa Piesiewicza, którego proces wciąż jakoś nie może się rozpocząć, zaś sam alfons bez przeszkód ze strony policji był jednym z czynniejszych prowodyrów napaści na obrońców krzyża na Krakowskim Przedmieściu.

Swoją drogą, „Tygodnik Powszechny” wykazał się rewolucyjną czujnością i gorliwością w robieniu „waadzy” dobrze. Udając „troskę” (zwróćcie uwagę – oni zawsze się „troszczą” – nie, że chcą wprowadzenia tylnymi drzwiami cenzury i knebla, gdzieżby!) dostarczył Dyktaturze Matołów idealnej podkładki do nałożenia na internet kagańca. Kaganiec ów Dyktatura Matołów próbowała już założyć sieci kilkukrotnie – zawsze chyłkiem, boczkiem, przemycając zapisy przy okazji jakichś nowelizacji dotyczących zasadniczo czegoś innego i wygląda na to, że tym razem może się udać. I nawet nie trzeba będzie zmieniać prawa. Wystarczy istniejące przepisy poddać twórczej interpretacji za pomocą instrukcji z wytycznymi dla prokuratorów. Genialne. Ciekawe, czy prokuratura skorzysta z odkrycia dziennikarki TVN, która przy okazji Marszu Niepodległości za podżegające do nienawiści uznała hasło „Bóg – Honor – Ojczyzna”.

Na marginesie, przypomniał mi się stary dowcip: „- Tate, w szkole kazali napisać wierszyk ze słowem 'podżegacze'. - Ty, Icek, nic się nie martw. Ty siadaj i pisz: 'na balkonie wiszą gacze / pod balkonem piesek skacze / jak doskoczy – podże gacze!' ”

III. Mordercy zza biurek mogą spać spokojnie

Interesujący jest jeszcze jeden aspekt sprawy, mianowicie wysoka, hm, reaktywność pana Prokuratora Generalnego. Wystarczył jeden tekst niszowego tygodnika o śladowym nakładzie, by uruchomić prokuratorską machinę i to od razu na szczeblu centralnym. Wow, strach pomyśleć, co by się stało, gdyby zawracaniem głowy prokuratorowi zajęła się na serio, dajmy na to, „Gazeta Polska” rozchodząca się w wielokrotnie wyższym nakładzie. Ani chybi, Polska zmieniła by się w kraj szalejącego prawackiego terroru z prokuratorskimi komandami krążącymi po ulicach.

Żartuję oczywiście – w naszym pięknym kraju nie liczy się bowiem zasięg, bo wówczas TV Trwam już dawno miałaby miejsce na multipleksie, tylko fakt przynależności do odpowiedniego towarzystwa – to jest czynnik „opiniotwórczy” i nic innego. „Tygodnik Powszechny” może sobie być ledwie wegetującym pisemkiem doprowadzonym do ruiny przez kolejne zastępy „otwartych katolików”, którzy uczynili z niego wpierw religijny dodatek do „Gazety Wyborczej”, zaś obecnie listek figowy dla ITI, które z jakichś powodów potrzebowało takiego listka w swym ogródku, tak jak potrzebuje tego kanału od bezkoloratkowego księdza Sowy i Szymona Hołowni – czołowych specjalistów od „katolicyzmu bezobjawowego” - ale z jakichś tajemniczych względów, sygnał wysłany właśnie z redakcji „Tygodnika” uruchomił jakieś niewidoczne sznurki, które sprawiły, iż niezależny Prokurator Generalny zaczyna nagle gorliwie śpiewać z podsuniętej mu partytury.

A tak poza tym – wiadomo, że ścigania za wpisy na forach internetowych nie będzie, bo niezwisłe sądy nie nadążyłyby ze wsadzaniem do paki. W praktyce, to od subiektywnej oceny pana prokuratora zależeć będzie, czy daną wypowiedź uzna za pospolitą pyskówkę, czy za złowrogą „mowę nienawiści”. W ramach „ekonomiki” działania zadawane będą więc uderzenia punktowe – gdy ukaże się jakiś wpis wyjątkowo drażniący przedstawicieli Obozu Beneficjentów i Utrwalaczy III RP, gdy jakiś publicysta zanadto się wychyli, gdy pojawi się jakiś nowy „Antykomor”, gdy „talib” Terlikowski rozdrażni gejów i feministki przypomnieniem nauczania Kościoła w kwestiach moralnych itp.

Wiadomo przecież, że nie ścigną Lisa, Cezarego Michalskiego (co to chciał byłych kolegów załatwić, jak załatwiono Aldo Moro), Wojciecha Maziarskiego, Kuczyńskich czy palikociarni, mimo, że to właśnie ich nienawistna propaganda skłoniła Ryszarda Cybę do sięgnięcia po broń i doprowadziła do łódzkiej tragedii. Przedstawiciele przemysłu pogardy i nienawiści – ci współcześni mordercy zza biurek – mogą spać spokojnie.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na zbliżony temat:

http://niepoprawni.pl/blog/287/mordercy-zza-biurek

http://niepoprawni.pl/blog/287/ryszard-cyba-i-system-klamstwa

A oto "manifest" Cyby - kliniczny przykład skutków "przemysłu pogardy", którego nie będzie ścigał pan Seremet:

https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEgQnJQ7qiixNz6jsAVovWQG7EsMQ5Uq-bXUJG4kjSUfWwrUCNaTmIg8wn85OEOBZ2tzlEJa-XlYQLyFa2s7KOVbOtOJnRej2TwjpsMleRTbRjPVMDGMz6rOnLfuiqg4y7xAB8VRWfFWdhHA/s512/cyba-list_pap.jpg

wtorek, 9 listopada 2010

Ucz się, Donek, ucz...


czyli polityczna edukacja premiera - prymusika.

Wszyscy ostatnio tylko o PiSie, to ja też o Platformie;) Konkretnie – o tym jak PO wyciągnęła wnioski z klęsk swych poprzedników.

Przypomnijmy sobie przez co padły ostatnie rządy: AWS poległ na czterech reformach, ekipa Leszka Millera – na aferze Rywina, rząd Jarosława Kaczyńskiego – na walce z korupcją i różnorakimi sitwami wydzierającymi sobie postaw czerwonego sukna.

Aby przetrwać w wymiarze dłuższym niż jedna kadencja należy zatem wystrzegać się błędów, które przywiodły wcześniejsze siły polityczne do zguby. I Platforma się wystrzega. Bardzo pilnie.

I. Lekcja AWS-u.

Po pierwsze, trzeba zapomnieć o reformach, może poza doraźną dłubaniną, każdorazowo przedstawianą jako iście kopernikański przewrót. Premieru Tusku stwierdziło to wyraźnie w duchu carskiego „żadnych marzeń”, ogłaszając, że obchodzi go zadowolenie ludzi „tu i teraz”. Jak rozumiem, przyszłością mają martwić się ci, którzy będą w tej przyszłości żyli i rządzili. Koresponduje z tym zdanie wygłoszone ponoć przez Tuska w wąskim gronie, że „nie będzie ryzykował stabilnego czterdziestoprocentowego poparcia dla jakichś tam reform”. Dopóki się dało, tworzono legendę, że reformatorski ogień Partii i Rządu powstrzymywany jest przez złego Kaczora okupującego prezydencki fotel, potem zaś, że niezadowolenie społeczne wywołane niezbędnymi cięciami budżetowymi wykorzystałby drugi Kaczor, który nieszczęśliwie nie znalazł się na pokładzie rządowego Tupolewa, a wiadomo, że wyborcy wybaczą wszystko, poza oddaniem władzy przez Partię i Ukochanego Przywódcę.

Tak więc lekcja z porażki AWS-u została odrobiona bezbłędnie.

II. Egzamin z Millera.

Równie pomyślnie Partia i Rząd zdały egzamin z klęski Leszka Millera i jego komuszej ferajny. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby nagle zerwać z „kręceniem lodów”, które jest jedynym realnym programem gangu Donalda, acz zastrzeżonym tylko dla swojaków. Co to - to nie, zresztą takiej ascezy nie wybaczyliby swojacy, którzy przecież właśnie dla lodów zbiegli się tłumnie pod platformerskie sztandary, niczym hieny do ścierwa. Gdyby Donek w jakimś przypływie szaleństwa ogłosił nagle ścisły post, te same hieny załatwiłyby go w try miga. Albowiem, jak uczy mistrz Szpotański: „Szmaciak chce władzy nie dla śmichu / lecz dla bogactwa, dla przepychu”. Donek doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego platformianym Szmaciakom „czochrać” wolno, byle po cichu, żeby z ostentacyjnym łupiestwem nie leźć ludziom w oczy.

Wyraźnym sygnałem ostrzegawczym był wybuch afery hazardowej o potencjale równym aferze Rywina, której ukręcono głowę kilkoma szybkimi dymisjami (pacyfikując przy okazji frakcję Grzegorza Schetyny - majstersztyk), tudzież delegując do komisji śledczej Mirosława „miedziane czoło” Sekułę i odwołując pod lipnymi zarzutami Mariusza Kamińskiego, którego Donek pozostawił na stanowisku szefa CBA po to, by po cichu zbierał „haki” i donosił o nich premierowi, a nie po to by walczył z jakąś tam korupcją. Co on sobie w ogóle wyobrażał?

Niemniej, powyższe działania byłyby niewystarczające, gdyby na wysokości zadania nie stanęły wierne mediodajnie, które od czasów kiedy to głosiły, że „SLD wolno mniej” przeszły interesującą ewolucję: Millerowi „wolno było mniej”, Kaczyńskiemu nie wolno było nic, zaś Ukochanemu Premierowi wolno wszystko, bo chroni demokrację przed powrotem „kaczyzmu”. Kto tego na czas nie pojął, tego przywołał do porządku Wojciech Mazowiecki, który w głośnym artykule „Po wielkiej wrzawie”, dyscyplinował mniej kumatych kolegów, by nie dali się ponieść nawrotowi „wzmożenia moralnego”.

Tak, ten egzamin prócz „waadzy” zdały celująco również mediodajnie, którym należy się czerwony pasek za rewolucyjną czujność.

III. Nauki z kaczyzmu.


No i wreszcie PiS z Jarosławem Kaczyńskim - nie rozumieli, że to co reklamowali jako walka z patologiami, jest ni mniej ni więcej, tylko szerzeniem nienawiści, dawaniem upustu antyinteligenckim fobiom, dzieleniem ludzi i skończyć się może tylko i wyłącznie rządami terroru, gdy krwawi mleczarze wyciągać będą lekarzy z łóżek o piątej nad ranem, rekwirować zdobyczne koniaki i zegarki, zaś Maria Peszek pochoruje się na suchoty czy inne duszności i „spieprzy stąd jak najdalej” do jakiegoś sanatorium na końcu świata, z wielką szkodą dla narodowej kultury.

Donek uważnie przestudiował naukę płynącą z krachu rządów Strasznego Kaczora, poskrobał się w ryżą łepetynę i wpadł na genialny w swej prostocie pomysł. Zamiast zmagać się z kolejnymi sitwami zblatowanymi w zybertowiczowskiej „szarej sieci” (uwaga! Zybertowicz – następny „wariat, co buntuje proletariat”!) wystarczy samemu się zblatować i oprzeć na sitwach jawnych, tajnych i dwupłciowych swą władzę. Stać się swoistą ekspozyturą różnych grup interesu, bacząc jedynie by każda z nich została zaspokojona na miarę swych aktualnych wpływów. Wprawdzie w ten sposób rządzenie staje się jednym wielkim picem na wodę i fotomontażem, ale właściwie na cholerę nam realne rządzenie, skoro o wiele wygodniej i przyjemniej jest pozorować rządy? Nerwów mniej, fruktów tyle samo, a poza tym, jeśli programowo wyklucza się narażanie „stabilnego, czterdziestoprocentowego poparcia dla jakichś tam reform”, to po co więcej?

Popatrzcie sami – takiego prymusa u steru Polska jeszcze nie miała.

IV. Apartheid – lek na bolączki.

Pozostaje jeden szkopuł – w kraju od takiego nie-rządzenia nie dzieje się ani krztynę lepiej, a nawet jakby trochę gorzej. Ale i na to jest rada: frustracje priwislańskiego bydła należy ukierunkować w ramach permanentnego „seansu nienawiści” na orwellowskiego „pana Jonesa” (który wrychle stanie się E. Goldsteinem), którego powrotu folwarczny żywy inwentarz oczywiście nie chce. Mediodajnie wciąż odchorowujące dwuletnią noc kaczyzmu dopomogą, czego dowód dały wzorową samodyscypliną w czas ogniowej próby afery hazardowej. Towarzysze z frontu dziennikarskiego zadbają w swoim własnym interesie, by uwaga motłochu zaprzątnięta została katofaszystowskim zagrożeniem, albowiem za rogiem wciąż czają się tabuny moherowych staruszek z pochodniami. Wskazane jest trenowanie od czasu do czasu na tej ciemnej swołoczy razów i kopniaków, co stanowi probierz przynależności do wyższego cywilizacyjnie grona „Polski jasnej”.

Wprawdzie istnieje ryzyko, że jakiś gorącokrwisty młody wykształcony emeryt z Częstochowy zacznie w przypływie entuzjazmu walić z pistoletu do pisowców, zaś wicemarszałek Niesiołowski sfajda się przy tej okazji w kalesony, myśląc że ta palba skierowana jest w niego, ale gdzie drwa rąbią...

Poza tym, zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie. Profesor Radosław Markowski, na ten przykład, natężył swój intelekt i zaproponował wprowadzenie apartheidu, to jest postulował, „żeby się skutecznie instytucjonalnie podzielić”. Noo, z takim mózgiem na zapleczu można śmiało patrzeć w jasną przyszłość. Propozycja wprawdzie na obecnym etapie może ciut przedwczesna, ale spokojnie, przyjdzie czas na ostateczne rozwiązanie kwestii czarnuchów, to jest, chciałem rzec „Polski ciemnej”...

***

A ty, Donek, nasz cacany prymusiku, nie spoczywaj na laurach, tylko ucz się chłopie, ucz! Na początek proponuję wielce przyszłościowe seminaria profesora Markowskiego: „Oświecony neototalitaryzm w teorii i praktyce”.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

piątek, 10 września 2010

O postępach walki klasowej na dziennikarskim froncie.


W walce z pisowskim odchyleniem W.S.D. im. Melchiora Wańkowicza powołała pod broń „media–jugend”.

No proszę. Wystarczy wyjechać na tydzień w góry i odciąć się od wszelkich mediów z internetem na czele, by po powrocie skonstatować, że proklamowane jakiś czas temu dożynanie watah nabrało nowej dynamiki.

I. Inicjacja dziennikarskiego narybku.

1) Media–jugend pod broń!

Zgodnie ze stalinowską zasadą, głoszącą, iż walka klasowa zaostrza się w miarę postępów komunizmu, do walki z pisowską zarazą przystąpiła prywatna uczelnia, konkretnie - Wyższa Szkoła Dziennikarska imienia - o ironio! - Melchiora Wańkowicza w Warszawie, gdzie „ręcyma” studenckiej leminżerii sporządzono coś na kształt listy proskrypcyjnej.

Oddzielono na niej ziarno od plew, zdrowy element od reakcji, czyli – wykładowców „pisowskich” od - no właśnie - jakich? „Konstruktywnie” nastawionych do obecnej rzeczywistości? Bo przecież nie (a fe!) proreżimowych? Tacy wszak byli jedynie za czasów szalejącego kaczyzmu i, jak widać, tej stugłowej hydrze wciąż odrastają nowe łby, które zatroskani o przyszłość naszej żurnalistyki różni światli ludzie wciąż są zmuszeni w pocie czoła obcinać. A że, biedacy, sami już nie dają rady, musieli powołać pod broń „media–jugend”, czyli żakowską brać. A co, niech się młodzi wprawiają, niech stal hartuje się w walce, niech adepci mający wkrótce zapełnić newsroomy rozlicznych mediodajni posmakują pisowskiej krwi.

2) Orwellowskie brytany.


Tego rodzaju zabieg inicjacyjny jest zazwyczaj bardzo skuteczny. Dzieciom w Afryce tamtejsi watażkowie dają do ręki broń i każą zabić kogoś ze swych bliskich. Od tej pory taki zgwałcony mentalnie „żołnierz” jest już ich. Odległa analogia? Zbyt drastyczna? Za daleko idąca? Być może, ale mechanizm ten sam. Wątpię zresztą, czy studenci biorący udział w uczelnianych „rozmowach” zdawali sobie z tego sprawę. Do tego potrzeba minimum wiedzy, samoświadomości, podmiotowości, dystansu i innych takich. Jak pokazuje doświadczenie zadym pod smoleńskim krzyżem na Krakowskim Przedmieściu, wymienione wyżej cechy „młodym wykształconym” (czy też raczej - „młodym, kształcącym się”) są z gruntu obce, wolą widzieć siebie w roli bojowników na jedynie słusznym polit – ideologicznym froncie „Polski jasnej” przeciw „Polsce ciemnej”, w czym zresztą utwierdzają ich swą postawą starsi koledzy po fachu. Akceptowalne dziennikarstwo to takie, jakie my robimy. Każde inne jest „pisowskie”! I tą prawdą winni nasiąkać dziennikarscy neo–komsomolcy.

Zaraz, zaraz – zapyta ktoś. Gdzie „media–jugend” a gdzie „neo–komsomolcy”? Ano, oba określenia są uprawnione, jako że w obu mutacjach marksizmu: brunatnej i czerwonej, młodzież kształtowano według podobnych wzorców i do podobnych celów – orwellowskich brytanów władzy i ustroju.

3) Zawodowa śmierć z rąk hunwejbinów.


Zresztą, podam inny, bliższy przykład, który – idę o zakład – również studenckim hunwejbinom nic nie powie, bo o tym ich w szkołach nie uczono, a samemu dowiedzieć się nie chciało. Podobny mechanizm śmierci zawodowej praktykowano w PRyLu, w pierwszym okresie komuny, kiedy to Partia mobilizując studencki „aktyw” w czerwonych krawatach pozbywała się z uczelni „reakcyjnych” profesorów. Taki Leszek Kołakowski, zanim na starość nieco sporządniał, walnie przyczynił się do odsunięcia prof. Tatarkiewicza od wykładów... Obrzucanie czym popadło wykładowców na zachodnich uniwersytetach za czasów kontrkulturowej rewolty niesławnego roku 1968 to kolejny fragment tego samego obrazka.

W tym kontekście jak niewinna igraszka, tudzież ironia historii, wygląda potraktowanie jajkami przez członków Ligi Republikańskiej marksistowskiego profesora Jerzego Wiatra, kiedy ten jako minister edukacji narodowej gościł na Uniwersytecie Jagiellońskim.

II. Kto jest „pisowcem”, czyli „obiektywistyczne odchylenie”.

1) Pisówa Jankowska.

Na paradoks zakrawa fakt, że ofiarą nagonki na „pisowców” padła legenda radiowego reportażu – pani Janina Jankowska. O sprawie pisała na swym blogu, pojawiło się wiele komentarzy, ja zatem ograniczę się do kilku spostrzeżeń.

Otóż, imputowanie pani Jankowskiej „pisowskiego odchylenia” jako żywo przypomina stalinowskie „czystkowe” zarzuty szpiegostwa na rzecz Urugwaju czy Alaski. Cała sytuacja jest oznaką tego, iż Wielka Czystka, nazwana przez złotoustego Sikorskiego Radosława (z nieuprawnioną sienkiewiczowszczyzną) „dożynaniem watah”, wkracza w fazę w której „pisowcem” czy wręcz „pisuarem”, niezależnie od poglądów, jest każdy kto nie wykazuje należytego entuzjazmu wobec obecnej władzy i nie odmawia głównej partii opozycyjnej prawa do istnienia i krytyki poczynań rządu.

2) Ach, te etapy...


Wprawdzie ta sama Janina Jankowska jako przewodnicząca Komisji Etyki Polskiego Radia gromiła Jerzego Targalskiego za czyszczenie tegoż Radia z „gomułkowsko – gierkowskich złogów” i wówczas była nader chętnie cytowana przez mediodajnie, ale cóż – to był inny etap...

Na obecnym etapie właściwe jest czyszczenie wszystkiego, czego tylko można sięgnąć, ze złogów „pisowskich” (kogo obecnie uważa się za „pisowca” – patrz wyżej), co ogarnął swym rozumem Stefan Bratkowski, prezes Fundacji Centrum Prasowe dla Europy Środkowo-Wschodniej, która to fundacja jest założycielem Wyższej Szkoły Dziennikarskiej imienia (znów – o ironio!) Melchiora Wańkowicza. Fundacja ta powstała w 1990 roku. Kto wtedy miał pieniądze? Kto finansuje Fundację obecnie? Próżno szukać na jej stronach tego typu informacji. Jedynie logo „Polityki” w okienku „sponsorzy” może mówić to i owo.

3) Kadry, głupcze!

Na taką kuźnię dziennikarskich kadr należy baczyć, ba – łypać czujnym okiem, albowiem „kadry decydują o wszystkim” i akurat ta leninowska prawda, niezależnie od „etapu”, się nie zmienia. Procesu kształcenia kadr nie wolno zatruwać wrażymi odchyleniami skrytymi pod płaszczykiem „nauczania warsztatu”, tudzież innymi „obiektywistycznymi” fanaberiami. Bo z takim „obiektywizmem”, to wicie-rozumicie, nigdy nic nie wiadomo. Raz przejedzie się taka Jankowska, jak należy, po Targalskim, a innym razem przypieprzy się do naszych... I komu to służy? Tak w ogólnym rozrachunku? Pisowcom! Zatem, obiektywistyczne odchylenie jest zarazem odchyleniem pro-pisowskim, ot co!

Trzeba tylko jeszcze spotkać się i uzgodnić sprawę ze studentami... To inteligentni ludzie. Spontaniczni. I tak jakoś, spontanicznie, sami z siebie wiedzą z której strony ich przyszły chlebuś powszedni zostanie posmarowany... a z której nie... Co dowodzi samo przez się ich inteligencji...

***

Nie wiem, czy zwolnią Janinę Jankowską i czy kogoś prócz niej. Jak podaje portal w polityce.pl delikwentów do odstrzału jest jeszcze co najmniej troje (pisarka Joanna Siedlecka, Rafał Smoczyński – współzałożyciel „Frondy” i krytyk literacki Andrzej Biernacki). Zresztą, nie o nich tu chodzi, jeno o zjawisko, które postarałem się, mniej lub bardziej udolnie, zobrazować. Wiem jedno:

W fenomenalnej „Rozmowie w kartoflarni” Janusz Szpotański włożył w usta Gnoma następujący passus:

„A kto nie będzie Gomułki kochał,

ten będzie w lochu jęczał i szlochał!”


„Szpot” jest ponadczasowy. Mentalność rozmaitych „gnomów” również.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl