Pokazywanie postów oznaczonych etykietą towarzysz Szmaciak. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą towarzysz Szmaciak. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 listopada 2010

Ucz się, Donek, ucz...


czyli polityczna edukacja premiera - prymusika.

Wszyscy ostatnio tylko o PiSie, to ja też o Platformie;) Konkretnie – o tym jak PO wyciągnęła wnioski z klęsk swych poprzedników.

Przypomnijmy sobie przez co padły ostatnie rządy: AWS poległ na czterech reformach, ekipa Leszka Millera – na aferze Rywina, rząd Jarosława Kaczyńskiego – na walce z korupcją i różnorakimi sitwami wydzierającymi sobie postaw czerwonego sukna.

Aby przetrwać w wymiarze dłuższym niż jedna kadencja należy zatem wystrzegać się błędów, które przywiodły wcześniejsze siły polityczne do zguby. I Platforma się wystrzega. Bardzo pilnie.

I. Lekcja AWS-u.

Po pierwsze, trzeba zapomnieć o reformach, może poza doraźną dłubaniną, każdorazowo przedstawianą jako iście kopernikański przewrót. Premieru Tusku stwierdziło to wyraźnie w duchu carskiego „żadnych marzeń”, ogłaszając, że obchodzi go zadowolenie ludzi „tu i teraz”. Jak rozumiem, przyszłością mają martwić się ci, którzy będą w tej przyszłości żyli i rządzili. Koresponduje z tym zdanie wygłoszone ponoć przez Tuska w wąskim gronie, że „nie będzie ryzykował stabilnego czterdziestoprocentowego poparcia dla jakichś tam reform”. Dopóki się dało, tworzono legendę, że reformatorski ogień Partii i Rządu powstrzymywany jest przez złego Kaczora okupującego prezydencki fotel, potem zaś, że niezadowolenie społeczne wywołane niezbędnymi cięciami budżetowymi wykorzystałby drugi Kaczor, który nieszczęśliwie nie znalazł się na pokładzie rządowego Tupolewa, a wiadomo, że wyborcy wybaczą wszystko, poza oddaniem władzy przez Partię i Ukochanego Przywódcę.

Tak więc lekcja z porażki AWS-u została odrobiona bezbłędnie.

II. Egzamin z Millera.

Równie pomyślnie Partia i Rząd zdały egzamin z klęski Leszka Millera i jego komuszej ferajny. Oczywiście, nie chodzi o to, żeby nagle zerwać z „kręceniem lodów”, które jest jedynym realnym programem gangu Donalda, acz zastrzeżonym tylko dla swojaków. Co to - to nie, zresztą takiej ascezy nie wybaczyliby swojacy, którzy przecież właśnie dla lodów zbiegli się tłumnie pod platformerskie sztandary, niczym hieny do ścierwa. Gdyby Donek w jakimś przypływie szaleństwa ogłosił nagle ścisły post, te same hieny załatwiłyby go w try miga. Albowiem, jak uczy mistrz Szpotański: „Szmaciak chce władzy nie dla śmichu / lecz dla bogactwa, dla przepychu”. Donek doskonale zdaje sobie z tego sprawę, dlatego platformianym Szmaciakom „czochrać” wolno, byle po cichu, żeby z ostentacyjnym łupiestwem nie leźć ludziom w oczy.

Wyraźnym sygnałem ostrzegawczym był wybuch afery hazardowej o potencjale równym aferze Rywina, której ukręcono głowę kilkoma szybkimi dymisjami (pacyfikując przy okazji frakcję Grzegorza Schetyny - majstersztyk), tudzież delegując do komisji śledczej Mirosława „miedziane czoło” Sekułę i odwołując pod lipnymi zarzutami Mariusza Kamińskiego, którego Donek pozostawił na stanowisku szefa CBA po to, by po cichu zbierał „haki” i donosił o nich premierowi, a nie po to by walczył z jakąś tam korupcją. Co on sobie w ogóle wyobrażał?

Niemniej, powyższe działania byłyby niewystarczające, gdyby na wysokości zadania nie stanęły wierne mediodajnie, które od czasów kiedy to głosiły, że „SLD wolno mniej” przeszły interesującą ewolucję: Millerowi „wolno było mniej”, Kaczyńskiemu nie wolno było nic, zaś Ukochanemu Premierowi wolno wszystko, bo chroni demokrację przed powrotem „kaczyzmu”. Kto tego na czas nie pojął, tego przywołał do porządku Wojciech Mazowiecki, który w głośnym artykule „Po wielkiej wrzawie”, dyscyplinował mniej kumatych kolegów, by nie dali się ponieść nawrotowi „wzmożenia moralnego”.

Tak, ten egzamin prócz „waadzy” zdały celująco również mediodajnie, którym należy się czerwony pasek za rewolucyjną czujność.

III. Nauki z kaczyzmu.


No i wreszcie PiS z Jarosławem Kaczyńskim - nie rozumieli, że to co reklamowali jako walka z patologiami, jest ni mniej ni więcej, tylko szerzeniem nienawiści, dawaniem upustu antyinteligenckim fobiom, dzieleniem ludzi i skończyć się może tylko i wyłącznie rządami terroru, gdy krwawi mleczarze wyciągać będą lekarzy z łóżek o piątej nad ranem, rekwirować zdobyczne koniaki i zegarki, zaś Maria Peszek pochoruje się na suchoty czy inne duszności i „spieprzy stąd jak najdalej” do jakiegoś sanatorium na końcu świata, z wielką szkodą dla narodowej kultury.

Donek uważnie przestudiował naukę płynącą z krachu rządów Strasznego Kaczora, poskrobał się w ryżą łepetynę i wpadł na genialny w swej prostocie pomysł. Zamiast zmagać się z kolejnymi sitwami zblatowanymi w zybertowiczowskiej „szarej sieci” (uwaga! Zybertowicz – następny „wariat, co buntuje proletariat”!) wystarczy samemu się zblatować i oprzeć na sitwach jawnych, tajnych i dwupłciowych swą władzę. Stać się swoistą ekspozyturą różnych grup interesu, bacząc jedynie by każda z nich została zaspokojona na miarę swych aktualnych wpływów. Wprawdzie w ten sposób rządzenie staje się jednym wielkim picem na wodę i fotomontażem, ale właściwie na cholerę nam realne rządzenie, skoro o wiele wygodniej i przyjemniej jest pozorować rządy? Nerwów mniej, fruktów tyle samo, a poza tym, jeśli programowo wyklucza się narażanie „stabilnego, czterdziestoprocentowego poparcia dla jakichś tam reform”, to po co więcej?

Popatrzcie sami – takiego prymusa u steru Polska jeszcze nie miała.

IV. Apartheid – lek na bolączki.

Pozostaje jeden szkopuł – w kraju od takiego nie-rządzenia nie dzieje się ani krztynę lepiej, a nawet jakby trochę gorzej. Ale i na to jest rada: frustracje priwislańskiego bydła należy ukierunkować w ramach permanentnego „seansu nienawiści” na orwellowskiego „pana Jonesa” (który wrychle stanie się E. Goldsteinem), którego powrotu folwarczny żywy inwentarz oczywiście nie chce. Mediodajnie wciąż odchorowujące dwuletnią noc kaczyzmu dopomogą, czego dowód dały wzorową samodyscypliną w czas ogniowej próby afery hazardowej. Towarzysze z frontu dziennikarskiego zadbają w swoim własnym interesie, by uwaga motłochu zaprzątnięta została katofaszystowskim zagrożeniem, albowiem za rogiem wciąż czają się tabuny moherowych staruszek z pochodniami. Wskazane jest trenowanie od czasu do czasu na tej ciemnej swołoczy razów i kopniaków, co stanowi probierz przynależności do wyższego cywilizacyjnie grona „Polski jasnej”.

Wprawdzie istnieje ryzyko, że jakiś gorącokrwisty młody wykształcony emeryt z Częstochowy zacznie w przypływie entuzjazmu walić z pistoletu do pisowców, zaś wicemarszałek Niesiołowski sfajda się przy tej okazji w kalesony, myśląc że ta palba skierowana jest w niego, ale gdzie drwa rąbią...

Poza tym, zawsze można znaleźć jakieś rozwiązanie. Profesor Radosław Markowski, na ten przykład, natężył swój intelekt i zaproponował wprowadzenie apartheidu, to jest postulował, „żeby się skutecznie instytucjonalnie podzielić”. Noo, z takim mózgiem na zapleczu można śmiało patrzeć w jasną przyszłość. Propozycja wprawdzie na obecnym etapie może ciut przedwczesna, ale spokojnie, przyjdzie czas na ostateczne rozwiązanie kwestii czarnuchów, to jest, chciałem rzec „Polski ciemnej”...

***

A ty, Donek, nasz cacany prymusiku, nie spoczywaj na laurach, tylko ucz się chłopie, ucz! Na początek proponuję wielce przyszłościowe seminaria profesora Markowskiego: „Oświecony neototalitaryzm w teorii i praktyce”.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

niedziela, 6 grudnia 2009

Śpiesz się, lokatorze!


Mieszkania spółdzielcze – co zrobią politycy, co zrobi Trybunał Konstytucyjny?

Niemal rok temu (27.12.2008 r.), pozwoliłem sobie w notce „Prezes, Prezes uber alles” skrytykować orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego (17.12.2008) blokujące możliwość wykupu mieszkań spółdzielczych za przysłowiową złotówkę (po uregulowaniu kosztów wybudowania mieszkania) (link poniżej). Wyrok ten zresztą stanowił kontynuację linii orzecznictwa przyjętej przez Trybunał już wcześniej, w 2001 roku bowiem TK zablokował możliwość wykupu mieszkań spółdzielczych za 3% ich wartości.

Krakowskim targiem (opinie sędziów były bowiem podzielone) ustalono, że korzystne dla spółdzielców przepisy będą obowiązywały jeszcze do końca 2009 r. w tym czasie zaś ustawodawca ma uchwalić nowelizację.

Ów deadline właśnie się zbliża, warto więc przyjrzeć się ustawodawczym poczynaniom. A dzieje się ciekawie.

Co zrobią politycy?

Otóż PO w ramach przychylania nieba obywatelom, zaproponowała nowelizację, która przewiduje m.in.:

1) Wnioski złożone do 29 grudnia b.r. mają zostać rozpatrzone do 30 marca 2010 na obecnie obowiązujących, korzystnych zasadach. Tu jednak pojawia się wątpliwość, bowiem TK w ubiegłorocznym orzeczeniu ze skutkiem natychmiastowym zniósł odpowiedzialność karną prezesów spółdzielni za niedopełnienie rozpatrzenia wniosku w terminie trzech miesięcy. Powstaje zatem pytanie, co jeśli władze spółdzielni będą przeciągały sprawę.

2) Walne zgromadzenie członków spółdzielni będzie mogło większością 2/3 głosów podjąć uchwałę, w której określi obowiązek wniesienia przez członka spółdzielni dodatkowej wpłaty z tytułu przeniesienia własności lokalu. Czyli, prawem kaduka, lokator może zostać zobligowany do złożenia dodatkowej daniny na rzecz spółdzielni na którą i tak łożył przez szereg lat.

I o ten drugi punkt toczy się obecnie batalia.

Znając metody „procedowania” spółdzielczych władz, jestem dziwnie spokojny, że dopłaty się pojawią, tak się bowiem składa, że spółdzielnie są po dziś dzień siedliskiem dawnej nomenklatury, tudzież krewnych i znajomych królika, którzy mają wieloletnią praktykę w trzymaniu się stołków i radzeniu sobie z niepokornymi lokatorami.

Odnotuję dla porządku, że także PiS zgłosiło swój projekt, który ma przewłaszczać lokale z mocy prawa. Tu kwestia jest jasna – sejmowa „zamrażarka” i szlus.

Nadzieję daje jednak inicjatywa posłanki PO Lidii Staroń, zasłużonej w walce ze spółdzielczym sobiepaństwem, która wraz z trzydziestoma „sprawiedliwymi” posłami Platformy zgłosiła w trybie poprawki rozwiązanie uniemożliwiające uchwalanie dopłat, czym solidnie wnerwiła naczalstwo swej partii. Ponieważ o sprawie zrobiło się dość głośno jest nadzieja, że poprawka posłanki Staroń jednak przejdzie wbrew lobbingowi prezesów spółdzielni, ku którym jak ćwierkają wróbelki chętnie nachylają ucha władze Platformy.

Widomym znakiem owego lobbingu jest niespodziewana propozycja wiceszefa klubu PO, Grzegorza Dolniaka, która nie tylko pozostawia możliwość dopłat, ale wyjmuje decyzję o ich ustanowieniu z rąk walnego zgromadzenia członków spółdzielni na rzecz zebrania „przedstawicieli” – czyli de facto spółdzielczej administracji, co automatycznie zmieni procedurę uchwalania dopłat w farsę.

Zdążyć przed Trybunałem.


Mimo wszystko jednak jestem przekonany, że nawet jeśli korzystne dla lokatorów przepisy uda się uchwalić, na straży interesów spółdzielczych władz stanie niezawodny Trybunał Konstytucyjny, tak jak czynił to już konsekwentnie w przeszłości.

Tak się bowiem składa, iż wyższość własności „społecznej” nad prywatną jest na tyle silnie wdrukowana w umysły naszych prawniczych luminarzy, że przełamać tej specyficznej mentalnej blokady nie sposób. Niejednokrotnie dawała temu wyraz np. sędzia TK, prof. Ewa Łętowska, która cieszy się wśród prawniczej braci wielkim mirem.

Oto próbka jej poglądów:

„W PRL otrzymali mieszkania sponsorowane przez państwo (sic!), teraz wykup sponsorowany przez spółdzielnie mieszkaniowe - mówiła w uzasadnieniu Łętowska” (cytat za zeszłoroczną „Gazetą Prawną ).


W podobnie pryncypialny sposób prof. Łętowska wypowiadała się również o reprywatyzacji, a że te opinie podziela większość sędziów Trybunału i wychodzących spod ich ręki kolejnych generacji prawników, to w dalszej perspektywie marnie widzę szanse lokatorów na pełną własność mieszkań.

Przypomnę ponadto, że sędziowie: Bohdan Zdziennicki – prezes, Ewa Łętowska, Janusz Niemcewicz oraz Mirosław Wyrzykowski rok temu optowali za natychmiastowym zablokowaniem możliwości wykupu mieszkań „za złotówkę”.

W obecnej chwili sytuacja wygląda następująco: ok.900 tys. mieszkań zostało już przewłaszczonych, zaś ok. 200 tys. wniosków jest w toku. Dla tych, którzy jeszcze nie złożyli wniosków, dobra rada: śpieszcie się, zanim Trybunał Konstytucyjny ruszy z odsieczą różnym towarzyszom Szmaciakom, którzy wciąż panoszą się w waszych spółdzielniach.

Gadający Grzyb


pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

P.S. Fragment „Towarzysza Szmaciaka”, który jak ulał pasuje do mentalności sporej części naszego polityczno – prawniczego establishmentu:

„…A teraz, nędzny obiboku,

powiedz, w czym mieszkasz?

Mieszkasz w bloku!

A kto tych domów wzniósł ogromy?

No, proszę, kto wzniósł?

Właśnie — to my!

Co?! Twierdzić śmiesz, że dziesięć roków

już na mieszkanie czekasz w bloku,

a mieszkasz na przedmieściu w norze

z wspólną wygódką?! Ty potworze!

We łbie ci miesza się od wódki!

Lat dziesięć to jest termin krótki!

I jakie będziesz miał widoki,

gdy zbudujemy wreszcie bloki!”


www.niepoprawni.pl/blog/287/prezes-prezes-ueber-alles%E2%80%A6

Ilustracja: "Gazeta Olsztyńska".