Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komisja Nadzoru Finansowego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Komisja Nadzoru Finansowego. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 26 kwietnia 2016

Kolejny przekręt banksterów

Czas skończyć z utrzymywaniem fikcji, że KNF cokolwiek „nadzoruje”. Prawda jest bowiem taka, że ciało te stanowi ekspozyturę bankowego lobby i gra z instytucjami finansowymi w jednej drużynie.

Ech, czasem chciałoby się choć na chwilę odsapnąć od opisywania kolejnych przejawów bezczelności banksterskiej mafii, ale cóż począć? Tym razem chodzi o podatek od aktywów instytucji finansowych (tzw. „podatek bankowy”) - a konkretnie, o rewolucyjny sposób wymigania się od płacenia tegoż, na jaki wpadł Getin Noble Bank Leszka Czarneckiego. Metoda okazała się banalnie prosta i polega na zastosowaniu odwróconej formy kreatywnej księgowości. Normalnie kreatywna księgowość służy ukrywaniu złej kondycji finansowej firmy. W przypadku Getin Noble natomiast ma ona na celu wygenerowanie na papierze rzekomej straty – wszystko w pełni legalnie i przy poparciu Komisji Nadzoru Finansowego (o skandalicznej roli tej instytucji za chwilę). Na czym zasadza się trik? Otóż należy wykazać stratę za IV kwartał 2015 roku, następnie zaś zgodnie z art. 142 prawa bankowego zwrócić się do KNF o wdrożenie planu naprawczego. Tak też postąpił wspomniany bank. Na jego „stratę” złożyły się „wydarzenia jednorazowe” w postaci wpłaty do Bankowego Funduszu Gwarancyjnego w związku z upadłością wołomińskiego SK Banku (116,9 mln zł), oraz zarezerwowanie środków na poczet przyszłej składki na rzecz Funduszu Wsparcia Kredytobiorców w wys. 134,1 mln zł. Rzecz w tym, że ta druga płatność równie dobrze mogła zostać zaksięgowana w I kwartale 2016 roku, ale wtedy bank nie byłby w stanie wykazać takiej pięknej straty – a tak, w IV kw. 2015 znalazł się na 195,4 mln zł „pod kreską”. Dla porównania, poprzednie kwartały, to zyski odpowiednio: I kw. - 128,6 mln zł, II kw. - 70 mln zł, III kw. - 41 mln zł.

Wszystko dlatego, że ustawa o podatku od niektórych instytucji finansowych przewiduje zwolnienie od zapłaty podatku podmiotów realizujących plan naprawczy. Tymczasem GNB za cały 2015 r. wykazał 44 mln zł zysku, a jego kapitał to ponad 5 mld zł. Co więcej, jego akcje po załamaniu w związku z projektami przewalutowania tzw. kredytów frankowych zaczęły ostatnio ponownie zyskiwać na wartości. Można zatem powiedzieć o nim wiele złego, choćby w kontekście wspomnianych łże-kredytów, polisolokat itd., ale z pewnością nie to, że znajduje się w rozpaczliwej sytuacji, wymagającej nadzwyczajnych kroków – a takim właśnie ekstraordynaryjnym posunięciem, teoretycznie przewidzianym głównie dla podmiotów zagrożonych bankructwem, jest właśnie postępowanie naprawcze.

Gra toczy się o niebagatelną stawkę. Według własnych szacunków Getin Noble płaciłby ok. 240 mln zł podatku bankowego rocznie. Jednak ponieważ postępowanie naprawcze trwa z reguły trzy lata, a czasem nawet dłużej, to istnieje możliwość, że bank uniknie łącznie zapłacenia 720 mln zł. Dla takiej sumy warto ponieść pewne niedogodności związane choćby z ograniczeniem samodzielności banku w trakcie postępowania.

Jednak do tanga trzeba dwojga. Zgodnie z art. 142 p.2 prawa bankowego „Komisja Nadzoru Finansowego może wyznaczyć bankowi termin na opracowanie programu postępowania naprawczego (...) oraz zlecić jego uzupełnienie lub ponowne opracowanie”. Innymi słowy, wdrożenie procedury nie następuje „z automatu” - wszystko zależy od oceny KNF. Dlaczego więc GNB uznał, że KNF przychyli się do jego wniosku i zdecydował się na ten krok?

I tu właśnie dochodzimy do roli KNF w całej tej aferze, oraz wyjaśnienia dlaczego zaistniałą sytuację – mimo, iż formalnie zgodną z prawem – określiłem w tytule mianem „przekrętu”. Mianowicie, KNF – przypomnijmy, oficjalnie organ kontrolny - już w styczniu tego roku ogłosiła, że banki, które wykażą stratę za IV kw. 2015 r. zostaną objęte programem naprawczym. Krótko mówiąc, państwowa instytucja nadzorcza zabawiła się w doradcę finansowego banksterów, otwartym tekstem wskazując im sposób uniknięcia podatku, gwarantując zarazem, że mogą „na pewniaka” wykazywać sztuczną stratę i zgłaszać się do KNF po glejt uwalniający na okres trzech lat od zobowiązań podatkowych! Z takimi urzędowymi gwarancjami tylko głupiec nie skorzystałby z okazji. Co więcej, w doniesieniu PAP już wtedy wspomniano o opisywanej tu podatkowej furtce, możliwości księgowania w IV kwartale kosztów związanych z wpłatami na rzecz BFG i Funduszu Wsparcia Kredytobiorców, a także o ewentualności zanotowania straty netto przez Getin Noble Bank. Takie to, drodzy Państwo, banksterskie tango, w którym banki oraz organ nadzoru tańczą w idealnej harmonii.

Podsumowując, przede wszystkim czas skończyć z utrzymywaniem fikcji, że KNF cokolwiek „nadzoruje”. Prawda jest bowiem taka, że ciało te stanowi ekspozyturę bankowego lobby i gra z instytucjami finansowymi w jednej drużynie przeciw państwu, ze szkodą dla budżetu, politycznie zaś – przeciw władzy zagrażającej interesom banksterskiej sitwy, co zresztą niedawno znalazło kolejne potwierdzenie w postaci groteskowej opinii KNF dot. skutków przewalutowania kredytów frankowych. W konsekwencji, należy KNF rozwiązać i powołać w jej miejsce realny organ kontrolny – na szczęście, by to uczynić nie potrzeba konstytucyjnych korowodów. Wystarczy zwykła ustawa.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3667-pod-grzybki

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/ukr%C3%B3ci%C4%87-bankow%C4%85-kreacj%C4%99-pieni%C4%85dza

http://blog-n-roll.pl/pl/rozp%C4%99dzi%C4%87-knf

http://www.blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Ekurs-sprawiedliwy%E2%80%9D-dla-wszystkich

http://www.blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w-%E2%80%93-cd

http://blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/wytarza%C4%87-bankster%C3%B3w-w-smole-i-pierzu

http://blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Erepolonizacja%E2%80%9D-franka

http://blog-n-roll.pl/pl/polska-na-banksterskiej-smyczy#.Vcj7MbVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/walutowy-hazard#.Vcj83LVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/ewa-kopacz-%E2%80%93-lobbystka-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/banksterska-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/346/gra-kredytem

http://blog-n-roll.pl/pl/kredytowa-szulernia

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 14 (01-07.04.2016)

piątek, 22 kwietnia 2016

Ukrócić bankową kreację pieniądza

Praprzyczyna obecnej patologii tkwi w systemie rezerwy cząstkowej pozwalającej bankom na niekontrolowaną, prywatną kreację pieniądza.

Niedawna, ostentacyjnie wręcz bezczelna odpowiedź Komisji Nadzoru Finansowego na zapytanie Kancelarii Prezydenta o konsekwencje przewalutowania kredytów frankowych, stawia obecny obóz rządzący przed arcyniewygodnym dylematem. Albo ugnie się przed banksterskim dyktatem i przyjmie do wiadomości księżycowe wyliczenia KNF, co narazi władzę i prezydenta osobiście na gniew rozczarowanych frankowiczów (już teraz pojawiają się na internetowych forach głosy typu „PiS nas sprzedał”), albo pójdzie na otwartą wojnę z banksterskim lobby i stojącą za nim lichwiarską międzynarodówką. Nota bene, KNF w znamienny sposób zlekceważyła inne pytanie – ile banki zarobiły do tej pory na kredytach walutowych. Nawet jeśli jednak założymy optymistycznie, że rządowi uda się wygrać tę „frankową” batalię, to warto mieć świadomość, iż będzie to jedynie doraźne zwycięstwo, nie kończące bynajmniej samej wojny. W miejsce łże-kredytów walutowych, czy polisolokat pojawią się bowiem inne produkty służące dojeniu klientów. A że klient w konfrontacji z bankiem zawsze jest stroną słabszą (idealistyczne założenie, że mamy do czynienia z wolną grą równorzędnych rynkowych podmiotów należy włożyć między bajki) – choćby dlatego, że nie dysponuje z reguły specjalistyczną wiedzą, zabezpieczeniami, nie wspominając już o odporności na marketingowe techniki manipulacyjne – to proceder drenowania Polaków (i szerzej - realnej gospodarki) z kapitału będzie trwał w najlepsze.

Praprzyczyna obecnej patologii tkwi bowiem w systemie rezerwy cząstkowej pozwalającej bankom na „wypłukiwanie złota z powietrza”, czyli na niekontrolowaną, prywatną kreację pieniądza. W skrócie, polega ona na tym, że bank nie musi mieć 100-procentowego zabezpieczenia w depozytach dla udzielanych kredytów, w efekcie czego może pożyczać więcej, niż posiada. Przychodzi klient, bank sprawdza jedynie jego wiarygodność kredytową i jednym kliknięciem udziela mu pożyczki tworząc w ten sposób nowy pieniądz. W drugą stronę to już tak nie działa, bank bowiem ściąga kapitał i odsetki od puszczonych w ten sposób w obieg pieniędzy z realnej gospodarki – klient będący np. robotnikiem w fabryce oddaje bankowi część swej pensji będącej z kolei częścią zysku wypracowanego przez przedsiębiorstwo. Fabryka musi kupić materiały, wyprodukować towar, sprzedać go, utrzymać park maszynowy - i tak dalej. Bankowi zaś wystarczy „wyprodukowanie” kilku elektronicznych zapisów, które na mocy specjalnego przywileju okazują się w cudowny sposób być „pieniądzem”.

Kolejnym obliczem tej sytuacji jest kreowanie instrumentów pochodnych, dla których zabezpieczeniem są m.in. kredyty właśnie. One również puszczane są w spekulacyjny obieg, na ich bazie powstają kolejne i w ten sposób narasta wielowarstwowa piramida finansowa – oczywiście do czasu. W pewnym momencie „bańka” pęka i następuje krach – jak w 2008 roku. Nawiasem mówiąc, rządy i międzynarodowe instytucje finansowe zareagowały na kryzys w skrajnie nieodpowiedzialny sposób, po prostu zasypując go workami pieniędzy, co tylko utwierdziło finansistów w poczuciu bezkarności, z miejsca zatem przystąpili ponownie do swej radosnej twórczości – i naprodukowali kolejnych „instrumentów” na kwotę 500-700 bln USD. Wszystko to prowadzi do gigantycznej nadpodaży pustego pieniądza, swoistego finansowego Matrixu.

Warto w tym kontekście wspomnieć o ubiegłorocznym raporcie „Reforma monetarna” przygotowanym na zlecenie rządu Islandii przez tamtejszego ekonomistę Frosti Sigurjónssona w reakcji na dramatyczny kryzys, który dotknął tamtejszy system finansowy. Postuluje on odebranie kreacyjnych możliwości bankom komercyjnym i przywrócenie rzeczywistej władzy nad emisją pieniądza Bankowi Centralnemu w ramach koncepcji „pieniądza suwerennego”, którą pewnie przyjdzie jeszcze mi tutaj zająć się osobno. Dość powiedzieć, że przed kryzysem wartość aktywów bankowych przewyższała 10-krotnie islandzki PKB, do 20 proc. bankowych zysków wynika ze zdolności „kreacyjnych”, 91 proc. pieniądza znajdującego się w obrocie pochodzi z aktywności banków umożliwionej przez system rezerwy cząstkowej (w Polsce – ok. 84 proc.), w ciągu 14 lat poprzedzających kryzys podaż pieniądza zwiększyła się 19-krotnie, rosnąc tym samym wielokrotnie szybciej niż PKB (między 1986 a 2006 r. PKB Islandii wzrastał średnio w tempie 3,2 proc. rocznie, wzrost podaży pieniądza zaś następował w tempie 18,6 proc. rocznie).

Nic więc dziwnego, że stowarzyszenie The Homes Association pod wpływem raportu złożyło oskarżenie przeciw wszystkim dyrektorom islandzkich banków komercyjnych, zarzucając im, że poprzez kreacyjny proceder dopuszczają się fałszowania pieniędzy, powodują inflację i naruszają konstytucyjne kompetencje Banku Centralnego. Sądzę, że byłby to dobry punkt wyjścia do rozprawy z banksterami również na naszym, krajowym gruncie. W końcu, wg art. 227 Konstytucji wyłączne prawo emisji pieniądza oraz ustalania i realizowania polityki pieniężnej przysługuje Narodowemu Bankowi Polskiemu.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/rozp%C4%99dzi%C4%87-knf

http://www.blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Ekurs-sprawiedliwy%E2%80%9D-dla-wszystkich

http://www.blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w-%E2%80%93-cd

http://blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/wytarza%C4%87-bankster%C3%B3w-w-smole-i-pierzu

http://blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Erepolonizacja%E2%80%9D-franka

http://blog-n-roll.pl/pl/polska-na-banksterskiej-smyczy#.Vcj7MbVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/walutowy-hazard#.Vcj83LVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/ewa-kopacz-%E2%80%93-lobbystka-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/banksterska-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/346/gra-kredytem

http://blog-n-roll.pl/pl/kredytowa-szulernia

Zapraszam na „Pod-Grzybki” -------> http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3667-pod-grzybki

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 13 (25-31.03.2016)

czwartek, 21 kwietnia 2016

Rozpędzić KNF!

Należy rozgonić na cztery wiatry Komisję Nadzoru Finansowego, skopawszy tej banksterskiej jaczejce solidnie tyłki na do widzenia.

I. Banksterska wścieklizna

„Opinia” Komisji Nadzoru Finansowego dotycząca skutków prezydenckiej ustawy o przewalutowaniu kredytów frankowych po tzw. „kursie sprawiedliwym” ostatecznie obnażyła rolę tego organu jako ekspozytury lobby banksterskiego. Słowo „opinia” wziąłem tu w cudzysłów nie bez przyczyny, bowiem w istocie nie jest to żadne wypracowane samodzielnie stanowisko – KNF jedynie powtórzyła własnymi słowami to, co przekazały jej banki. Gdyby tego typu wyliczenia przedstawił chociażby Związek Banków Polskich, to publiczność mogłaby nabrać podejrzeń, że bankierzy celowo zawyżają konsekwencje ustawy, by ją storpedować. Ponieważ jednak szacunki przedstawiono za pośrednictwem „niezależnego” i „obiektywnego” organu kontrolnego, to media z miejsca rzuciły się z alarmistycznym gardłowaniem, jakoby KNF „zmiażdżyła” projekt ustawy frankowej, jak raczyła się wyjęzyczyć niezawodna w takich razach „Wyborcza”. Otóż nie. Jeżeli KNF cokolwiek „zmiażdżyła”, to resztki własnego prestiżu, próbując nam wcisnąć ewidentną ciemnotę. Swoją drogą, sytuacja musi być naprawdę podbramkowa, skoro banksterska agentura została zmuszona do tak ostentacyjnego zrzucenia masek i autokompromitacji.

Ale po kolei. Projekt opracowany w Kancelarii Prezydenta zakłada przewalutowanie po „kursie sprawiedliwym” wyliczanym indywidualnie dla każdego kredytobiorcy wedle ustawowego algorytmu. Algorytm ten służy określeniu różnicy między sumą spłaconych dotąd rat, a ratami, gdyby dany kredyt zaciągnięto w złotówkach. Powstałą w ten sposób różnicę odliczanoby od kapitału pozostałego do spłaty. Drugi element mechanizmu przewalutowania polegałby na dostosowaniu spreadów walutowych, często ustalanych uznaniowo przez banki, do kursów NBP w danym okresie – tu również różnica odejmowana byłaby do kapitału kredytu. Modyfikacja kredytu przebiegałaby na jeden z trzech sposobów: dobrowolny (bank sam przystosowuje umowę do warunków określonych w ustawie), przymusowy (zmiany dokonywane są na wniosek klienta), ewentualnie klient zostaje uwolniony od kredytu poprzez przeniesienie własności nieruchomości na bank. Co więcej, miesięcznie z tytułu „strat” banki mogłyby odliczać sobie do 20 proc. kwoty podatku bankowego i to w systemie „kroczącym” - tzn. niewykorzystane odliczenia przechodziłyby na kolejne miesiące, aż do pełnej amortyzacji „straty”.

Jak widać, projekt jest stosunkowo łagodny, odchodzi np. od pomysłu przewalutowania kredytu po kursie z dnia zawarcia umowy, co byłoby bardziej na miejscu, bo w istocie nie mieliśmy do czynienia z kredytami, lecz instrumentami finansowymi wysokiego ryzyka złożonymi z dwóch elementów – kredytu hipotecznego i opcji walutowej. Innymi słowy, klient zakładał się z bankiem, niczym u bukmachera, o przyszły kurs waluty. Nie wspomnę już o takim drobiazgu, że przy tej okazji „fizycznie” nie było w obrocie żadnych franków szwajcarskich. Ani nie otrzymywał ich klient, ani deweloper, ani same banki nie znajdowały się w ich posiadaniu. Dodatkowo, ryzyko walutowe w całości zostało przerzucone na kredytobiorców, ponieważ banki dysponowały rozmaitymi zabezpieczeniami (swapy, CIRS-y) niedostępnymi dla większości klientów – czyli w praktyce zastosowano zasadę „kasyno zawsze wygrywa”. Ale nawet tak łagodne – moim zdaniem zupełnie niepotrzebnie – potraktowanie ewidentnych wydrwigroszy wystarczyło, by banki dostały wścieklizny.

II. „Bez kozery powiem: pińćset”

Festiwal straszenia konsekwencjami przewalutowania rozpoczął się jeszcze w poprzedniej kadencji, kiedy to parlament również procedował ustawę kredytową. Szczytem wszystkiego był list rządu Ewy Kopacz do Europejskiego Trybunału Sprawiedliwości (przy okazji sprawy wniesionej przez węgierski Sąd Najwyższy), grożący że delegalizacja kredytów walutowych naraziłaby polski sektor finansowy na kilkudziesięciomiliardowe „straty”. Od tej pory co i rusz atakowano nas kolejnymi „szacunkami”. Dom maklerski „Trigon” mówił o 19 mld. zł, tenże „Trigon” po ogłoszeniu prezydenckiego projektu podniósł stawkę do 40 mld. zł, niedawno NBP przebił licytację podając kwotę 44 mld. zł spodziewanych „strat” sektora, ING natomiast rzucił na stół 47 mld. No a teraz KNF zakasowała wszystkich sumą 66,9 – 103,4 mld. zł. Przepraszam, ale przy takich rozpiętościach nie sposób traktować całej tej szopki poważnie.

W jaki właściwie sposób, według jakiej metodologii obliczane były kolejne kwoty? Pytanie takie zadał na posiedzeniu Narodowej Rady Rozwoju prof. Witold Modzelewski – nie żaden „oszołom” przecież, tylko uznany fachowiec od finansów i prawa podatkowego – i nie doczekał się odpowiedzi. Z „opinii” KNF wynika, że banki zwyczajnie zrobiły prostą symulację: jeśli frank będzie w przyszłości kosztował tyle a tyle, to nasza „strata” wyniesie „pierdylion” peelenów. Jak w znanym skeczu Laskowika i Smolenia: „bez kozery powiem pińćset! Dziesięć tysięcy! Pięćdziesiąt! Milion!”. Ot i cała „metodologia” - zakładamy, że kurs franka wrośnie o 25 proc. i otrzymujemy ponad 103 miliardy „straty”, czyli „trup baronowo, grób baronowo, plajta, klapa, koniec, krach!”. Dlatego owo kuriozum spłodzone w KNF-ie należy potraktować właśnie jako skecz kabaretowy trzeciej świeżości i w całości wyrzucić do kosza. Kolejnym bulwersującym elementem tego żenującego przedstawienia jest to, że Komisja Nadzoru Finansowego grzecznie zwróciła się do banków z ankietami, banki wpisały w nie to, co im było wygodne, zaś KNF nie raczyła tego w żaden sposób zweryfikować. Taki to „organ kontrolny”. Wyobraźmy sobie np. kontrolę skarbową, która zadowala się wypełnieniem przez przedsiębiorcę ankiety...

Jest jeszcze jeden charakterystyczny szczegół. Kancelaria Prezydenta zwróciła się także z zapytaniem o podanie danych ile banki do tej pory zarobiły na swych łże-kredytach. Pytanie to zostało bezczelnie zignorowane – zarówno przez banki, jak i samą KNF.

III. Pogonić banksterską jaczejkę

Jednak w tym wszystkim jedno jest pocieszające. Otóż w reakcji na banksterską hucpę wreszcie pojawił się w dyskursie publicznym argument, który podnosiłem do tej pory kilkakrotnie m.in. w felietonach dla „Gazety Finansowej” - taki mianowicie, że owe „straty”, to nie są żadne „straty”, tylko spodziewane zyski, jakie banki planowały zainkasować ze swojego toksycznego produktu. Krótko mówiąc, mimowolnie banki wysypały się, na jaką skalę zamierzają wydoić Polaków, zaś Komisja Nadzoru Finansowego posłużyła za pas transmisyjny, do czego dołączył się medialny jazgot. W efekcie do obywateli, nawet tych nie umoczonych w „łże-kredyty” dotarł rozmach całego procederu. Tak oto nakręcając medialną histerię banksterzy dokonali samozaorania – i to na kilku poziomach. Kolejnym poziomem jest bowiem mit o wyśmienitej kondycji sektora bankowego – jakaż to „kondycja” jeżeli całą potężną ponoć branżę może położyć modyfikacja jednego produktu i to amortyzowana odliczeniami podatkowymi? Wniosek jest taki, że mamy do czynienia z jakimiś wirtualnymi projekcjami – banki udzielały kredytów, wpisywały sobie je po stronie przychodów, na to konto kreowały następne poziomy finansowej piramidy... po czym okazuje się, że wystarczy wyjąć jeden klocek i cała „potęga” sypie się jak domek z kart.

Dodatkowo, warto zwrócić uwagę, że przecież nie mówimy o „stratach” (czy może raczej – zmniejszonych zyskach) w skali jednego roku. Nawet jeśli przyjąć za dobrą monetę któreś z tych wyliczeń płodzonych na zasadzie „kto da więcej”, to wszak owe korzyści utracone na skutek ukrócenia możliwości walutowej spekulacji (bo do tego całe przewalutowanie się sprowadza) zostaną rozłożone na kolejnych 20 lat. Nikt bankom nie każe sięgać nagle do sejfów i oddawać kilkudziesięciu miliardów. Kwotę kredytu plus odsetki jak najbardziej zainkasują. Gdzie więc jest ta „strata”?

No i wreszcie – owe 40, 44, 47, 67 miliardów (za każdym razem się śmieję, gdy patrzę na ten rozrzut) zostanie w kieszeniach Polaków. Zamiast przynieść je bankom w zębach, przeznaczą je na towary i usługi – co ważne, na realnym rynku. Takie jest prognozowane zasilenie gospodarki uwolnionym pieniądzem, finansowymi „mocami przerobowymi” obywateli. Od tego budżet państwa ściągnie podatki, choćby VAT. Jeśli „500+” ma nakręcić koniunkturę, to wyobraźmy sobie pobudzenie gospodarcze wskutek przewalutowania.

A że banki mogą zacząć się zwijać? Tym lepiej. Jeśli stracą na wartości, lub wręcz kilka z nich padnie, otworzy to na oścież wrota do repolonizacji sektora – tak stało się na Węgrzech po wprowadzeniu podatku od instytucji finansowych, możemy powtórzyć to i u nas. Potem pogonimy banksterów wytarzawszy ich uprzednio dla przykładu w smole i pierzu, na czele z szantażystami ze Związku Banków Polskich, już teraz natomiast należy rozgonić na cztery wiatry Komisję Nadzoru Finansowego, skopawszy tej banksterskiej jaczejce solidnie tyłki na do widzenia. Na jej miejsce trzeba powołać nowy organ kontrolny z daleko idącymi uprawnieniami, złożony z ludzi nie związanych z bankową mafią, którzy tę bandę oszustów mocno chwycą za mordy.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Zapraszam na „Pod-Grzybki” ------->http://warszawskagazeta.pl/felietony/gadajacy-grzyb/item/3667-pod-grzybki

Na podobny temat:

http://www.blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Ekurs-sprawiedliwy%E2%80%9D-dla-wszystkich

http://www.blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w-%E2%80%93-cd

http://blog-n-roll.pl/pl/kontratak-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/wytarza%C4%87-bankster%C3%B3w-w-smole-i-pierzu

http://blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Erepolonizacja%E2%80%9D-franka

http://blog-n-roll.pl/pl/polska-na-banksterskiej-smyczy#.Vcj7MbVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/walutowy-hazard#.Vcj83LVvAmw

http://www.blog-n-roll.pl/pl/ewa-kopacz-%E2%80%93-lobbystka-bankster%C3%B3w

http://blog-n-roll.pl/pl/banksterska-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/346/gra-kredytem

http://blog-n-roll.pl/pl/kredytowa-szulernia

Artykuł opublikowany w tygodniku „Polska Niepodległa” nr 12-13 (23.03-05.04.2016)

sobota, 12 września 2015

Banksterska wojna

Przed nami arcyważny sprawdzian z siły i sprawności państwa oraz naszej zdolności do realizowania własnych interesów.

„A więc wojna” - tym cytatem można by skomentować zapowiedź zagranicznych banków, iż pozwą państwo polskie przed międzynarodowy arbitraż, jeżeli ustawodawca nie wycofa się z obecnych planów przewalutowania frankowych łże-kredytów na złotówki. Przypomnijmy, że wedle przyjętych przez Sejm (wbrew woli PO) rozwiązań, banki zobowiązane byłyby do umorzenia 90 proc. różnicy między obecnym zadłużeniem, a długiem jaki miałby klient biorąc kredyt w złotówkach, zaś pozostałe 10 proc. zamieniono by na kredyt oprocentowany wg aktualnej stopy referencyjnej NBP. Banksterski szantaż (kolejny zresztą, po groźbie „zamrożenia” gospodarki przez wstrzymanie akcji kredytowej) jest klasyczną próbą zdyscyplinowania podbitego terytorium przez kolonizatora. Różnica jest jedynie taka, że dziś nie wysyła się korpusu ekspedycyjnego i kanonierek, lecz walczy się za pomocą prawników. Istota rzeczy jednak pozostaje niezmienna – eksploatacja tubylców przez zewnętrzną metropolię. Mamy zatem do czynienia z ultimatum – następnym krokiem w przypadku nie podporządkowania się może być tylko wojna kolonialna.

Póki co, otwartym tekstem mówią o „działaniach zbrojnych” centrale trzech banków działających w Polsce – niemieckiego mBanku (właściciel – Commerzbank), austriackiego Raiffeisena (RBI), oraz amerykańskiego Banku BPH (Grupa General Electric), lecz zapewne kwestią czasu są podobne posunięcia pozostałych „umoczonych” w kredyty walutowe zagranicznych instytucji. Na powyższe nakłada się wojna psychologiczno-propagandowa. Losem banków narażonych na przewalutowanie bardzo zainteresowały się wpływowe niemieckie gazety, takie jak „FAZ” i „Die Welt”, co momentalnie nagłośniły tutejsze media na czele z „Gazetą Wyborczą” i polskojęzycznym serwisem „Deutsche Welle”. W swych poczynaniach, jak każdy zapobiegliwy kolonizator, instytucje finansowe liczyć mogą na miejscowych kolaborantów – sprzeciwiający się przewalutowaniu rząd Ewy Kopacz, NBP i Komisję Nadzoru Finansowego, będącą nie tyle organem kontrolnym, ile wbudowaną w polski system finansowy ekspozyturą banksterskiego lobby – o którym to wsparciu niemieckie media skwapliwie donoszą.

Podstawą do sięgnięcia po międzynarodowy arbitraż są dwustronne umowy o ochronie inwestycji (Bilateral Investment Treaties – BITs), łączące Polskę z macierzystymi krajami funkcjonujących u nas banków. Integralną częścią każdej takiej takiej umowy jest mechanizm ISDS (Investor-to-State Dispute Settlement), zakładający właśnie sąd arbitrażowy na linii inwestor-państwo, w przypadku, gdy dana firma dojdzie do wniosku, że działania organów państwa, lub jego prawodawstwo działają na szkodę jej interesów. Co charakterystyczne – nie musi tu chodzić o realne straty, wystarczy jeśli koncern w sposób czysto subiektywny i uznaniowy stwierdzi, iż wskutek działań państwa został pozbawiony części lub całości zakładanych zysków. Wysokość pozwów nie jest przy tym ograniczona żadnym pułapem.

Z tej furtki, dotyczącej utraty zakładanych zysków, postanowią zapewne skorzystać wymienione wcześniej banki, bo umówmy się – przewalutowanie nie oznacza żadnych „strat”. Klienci i tak będą musieli spłacić kredyt plus odsetki, tyle, że banki nie zarobią tyle, ile sobie założyły. Zatem, rzekome „straty” w wys. 5 mld euro nad którymi boleje „FAZ” są zwykłym mydleniem oczu. Podobnie rzecz się ma z obniżeniem kursu akcji wskutek uchwalenia sejmowego projektu, na co skarży się np. Grupa General Electric.

Jak łatwo zauważyć, tak skonstruowane umowy są wymarzonym narzędziem szantażu wobec państwa-gospodarza „inwestycji” i mogą przerodzić się w swoisty korpo-dyktat. Mamy tu chyba rozwiązanie zagadki nad którą zastanawiałem się w marcowym tekście „Polska na banksterskiej smyczy” - dlaczego obecna władza tak zażarcie broni banków, które ze swej strony np. notorycznie i bezczelnie ignorują orzeczenia Sądu Ochrony Konkurencji i Konsumentów w sprawach klauzul abuzywnych. Wysunąłem wówczas przypuszczenie, że może chodzić właśnie o umowy BIT i ewentualne pozwy będące ich konsekwencją. Coś mi się wydaje, że moja intuicja była trafna...

Warto na koniec zwrócić uwagę na zjawisko „chilling effect”, oznaczające „zamrażanie” niewygodnych dla zagranicznych inwestorów zmian w prawodawstwie – z obawy przed pozwami. Sprzeciw PO wobec przewalutowania kredytów w maksymalnie prokonsumenckim kształcie, podobnie jak cała dotychczasowa bierność aparatu państwa, jest owego zjawiska dobitnym przykładem. Kolonia sama się dyscyplinuje, by nie narazić się na gniew kolonizatora i jego prawniczych „korpusów ekspedycyjnych” wydelegowanych do arbitrażu. No więc, teraz mamy dylemat – ugiąć się przed dyktatem, przymykając zarazem oko na wyprowadzanie za granicę tego co wyciągnięto z kieszeni Polaków, czy jednak podjąć walkę, argumentując chociażby, że tzw. „kredyty” były czystą spekulacją? Przed nami arcyważny sprawdzian z siły i sprawności państwa oraz naszej zdolności do realizowania własnych interesów.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: http://niepoprawneradio.pl/

Na podobny temat:

http://blog-n-roll.pl/pl/isds-czyli-korpo-dyktat#.VdzaGH1vAmw

http://www.gf24.pl/22553/polska-na-banksterskiej-smyczy

http://www.gf24.pl/23159/lobbystka-banksterow

http://blog-n-roll.pl/pl/%E2%80%9Erepolonizacja%E2%80%9D-franka#.Vdzodn1vAmw

Artykuł opublikowany w tygodniku „Gazeta Finansowa” nr 35 (28.08-03.09.2015)