Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gaz łupkowy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą gaz łupkowy. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 10 maja 2012

Tarcza i gaz

Nasza najbliższa przyszłość może wyglądać tak, że do uzależnienia surowcowego dołączy militarny protektorat Rosji.

I. Naści swój „reset”, mości Obamo...

Jakieś dwa lata temu w przypływie czarnego humoru zdarzyło się mi napisać, że jak tak dalej pójdzie, to doczekamy się w Polsce bazy antyrakietowej – rosyjskiej. I jak dotąd wszystko, powoli lecz nieubłaganie, idzie właśnie w tym kierunku. Oto niedawno w Moskwie odbyła się konferencja międzynarodowa dotycząca obrony przeciwrakietowej na której szef Sztabu Generalnego armii rosyjskiej, gen. Nikołaj Makarow ponowił propozycję wspólnej, natowsko-rosyjskiej tarczy antyrakietowej. Warunkiem jej powstania byłaby oczywiście rezygnacja NATO (czytaj – USA) z instalacji swych baz w krajach tzw. bliskiej zagranicy, tak by natowska część tarczy nie była w stanie przechwytywać rakiet balistycznych wystrzeliwanych z terytorium Rosji.

Przy okazji polskie media doniosły, iż Rosja po raz pierwszy przedstawiła szczegóły owego projektu – otóż Rosja miała by objąć „ochroną” nie tylko terytorium WNP, ale również kraje bałtyckie, część Norwegii oraz wschodnią Polskę, co oznacza dążenie do usankcjonowania strefy wpływów nie tylko w wymiarze surowcowo-energetycznym, jak ma to dziś miejsce w przypadku Pribałtiki i Polski, lecz również w wymiarze militarnym. Tyle, że nie jest to aż taka nowina, bowiem po raz pierwszy podobny projekt Rosja zgłosiła już w czerwcu zeszłego roku, co zresztą dało mi asumpt do powtórzenia żartu-proroctwa o ruskiej bazie w Polsce. Cóż, wygląda na to, że skoro rosyjska propozycja nie spotkała się rok temu ze stanowczym sprzeciwem, to wiecznie zagrożona przez wraży zapad „święta Ruś” uznała za stosowne włączyć ten pomysł do swej doktryny militarnej. Obecnie zaś generał Makarow pokazał mapkę doprecyzowującą stanowisko FR i z roku na rok będzie coraz trudniej wymusić na Rosji rezygnację z tych planów.

Będzie to tym trudniejsze, że na inaugurację drugiej rundy na kremlowskim stolcu ober-czekista Putin wydał dekret w którym stoi, iż należy „konsekwentnie bronić rosyjskiego podejścia w kwestii utworzenia globalnego systemu obrony przeciwrakietowej Stanów Zjednoczonych, starając się o uzyskanie trwałych gwarancji, że nie będzie ona skierowana przeciwko rosyjskim siłom odstraszania nuklearnego.” Natomiast na wspomnianej wcześniej konferencji generał Makarow bez zbędnej krępacji zagroził atakiem prewencyjnym na amerykańskie instalacje antyrakietowe m.in. za pomocą Iskanderów rozlokowanych w Obwodzie Kaliningradzkim.

Dorzućmy jeszcze do tego plany ulokowania stacji radiolokacyjnej „Woroneż” w Naddniestrzu, wzmacnianie sił na Kaukazie, utrzymywanie baz w Abchazji i Osetii Południowej w stanie podwyższonej gotowości, mianowanie na dowódcę Wojsk Lądowych FR generała Władimira Czirkina Walentinowicza – wojskowego z wieloletnim doświadczeniem na Zakaukaziu, Dalekim Wschodzie i Kaukazie Północnym - a wszystko to połączone z intensywnym przezbrajaniem armii rosyjskiej. Od razu widać, że Putin powraca z przytupem i we właściwym sobie stylu.

Naści swój „reset” o który żeś tak skamlał, mości Obamo.

II. Partia Gazpromu w natarciu

Tymczasem rozliczne sekcje lokalne „partii Gazpromu” rozsiane po byłych demoludach nie zasypiają gruszek w popiele, tylko pracują w pocie czoła nad umocnieniem rosyjskiego monopolu gazowego i opłacalnością powstającego South Stream. Oto kolejno moratoria na wydobycie gazu łupkowego wprowadziły Bułgaria, Rumunia i Czechy (w tym Bułgaria „na zawsze”). W efekcie Polska pozostaje sama na placu boju, co nie wróży dobrze, zważywszy na intensywny, antyłupkowy lobbying Gazpromu prowadzony pod „ekologistycznym” parawanem w Unii Europejskiej. Prekursorem na Zachodzie była Francja, która już w zeszłym roku zakazała u siebie prac nad eksploatacją tego surowca, a dziś w jej ślady podążają kraje Europy Środkowo-Wschodniej, motywując swe moratoria ekologią właśnie. Oczywiście, konkurencyjność łupków wobec rosyjskiego gazu konwencjonalnego i Gazociągu Południowego nie ma nic do rzeczy. Oczywiście...

Zatem z łupkami będziemy mieli pod górkę jeszcze bardziej niż do tej pory, gdyż naszym „unijnym partnerom” samowystarczalna energetycznie, czy wręcz eksportująca gaz Polska jest potrzebna jak psu piąta noga. Dotyczy to szczególnie unijnego hegemona, czyli Niemiec, którym może to popsuć wypracowywane latami rozliczne geszefty z Rosją, z Nord Streamem na czele. Niemcy zaś są w stanie poprzez unijne instytucje albo zakazać wydobycia gazu łupkowego, albo obwarować jego eksploatację rozlicznymi warunkami, które uczynią cały interes nieopłacalnym. Należy się zatem spodziewać rychłego wzmożenia ekologicznej wrażliwości wśród antyłupkowej euro-koalicji.

Pierwsze przymiarki mieliśmy już w zeszłym roku, kiedy to Komisja ds. Środowiska, Zdrowia Publicznego oraz Bezpieczeństwa Żywnościowego Parlamentu Europejskiego zamówiła raport na temat wpływu wydobycia gazu łupkowego na środowisko i zdrowie obywateli. Sporządzenie raportu Komisja zleciła niemieckiej firmie konsultingowej Ludwik-Bölkow Systemtechnik, żyjącej z doradztwa „pro-eko”. Jak można było się spodziewać raport wieszczy z tytułu eksploatacji łupków siedem plag egipskich i zupełnym przypadkiem zbiegło się to z nasileniem „ekologicznej” kampanii Gazpromu, który nie ustaje w wysiłkach, by przeforsować antyłupkowe regulacje w skali ogólnoeuropejskiej. Można się spodziewać, że w końcu mu się uda, bowiem polskie łupki godzą potencjalnie w zbyt wiele interesów i zbyt drastycznie naruszają europejskie energetyczne status quo, w którego budowę i utrzymanie kontynentalne potęgi zainwestowały zbyt wiele sił i środków.

***

I tym oto sposobem, nasza najbliższa przyszłość może wyglądać tak, że pozostaniemy na wieki wieków przykuci do strategicznych dostaw surowców ze wschodu, co – jeśli Obama uzyska reelekcję – rychło może zostać wzmocnione militarnym protektoratem Rosji w ramach wspólnej, rosyjsko-natowskiej tarczy antyrakietowej, oddającej nas pod pieczę Kremla według wytycznych ober-czekisty Putina i generała Makarowa. I wszystko mimo naszego zakotwiczenia w zachodnich strukturach, które to struktury miały nam gwarantować bezpieczeństwo, wiekuistą prosperity i wiele innych, różnistych cudowności. Doprawdy, wiele się musiało zmienić, by wszystko pozostało po staremu.

Gadający Grzyb

Notek w wersji audio posłuchać można na: Niepoprawne RadioPL

piątek, 30 września 2011

Afera łupkowa


Polskie łupki dla Gazpromu - cz.II. Czy będziemy ćpali ruski gaz wydobywany na polskim terytorium?


I. Afera łupkowa a mediodajnie III RP

Informacja o tym, że 1/5 koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego trafiła w ręce firm powiązanych z Rosją zrobiła niedawno trochę szumu w mediodajniach, po czym, żeby zatrzeć złe wrażenie, wyrobnicy z propagandowego frontu obozu beneficjentów i utrwalaczy IIIRP pobiegli rezerwować miejsca w tuskobusach, zerkając w międzyczasie z aprobatą na tężejący słupek Palikota. Dziś tematu już praktycznie nie ma, jako że organizatorska rola mediów nie na tym polega by frustrować i wytrącać z błogostanu oddaną w zarząd tubylczą opinię, z przeproszeniem, publiczną.

A mnie przypomina się, jak nieco ponad pół roku temu portal wPolityce.pl, powołując się na źródła w Ministerstwie Środowiska podał informację, że „za wieloma firmami (więcej niż 50 %), które uzyskały koncesje z Ministerstwa Środowiska na wydobycie gazu łupkowego w Polsce, stoją rosyjskie służby i rosyjska mafia”. Owszem, jak się zdaje redakcja wPolityce.pl przegięła ze skalą zagrożenia, ale 1/5 koncesji w rosyjskich rękach to i tak o 1/5 za dużo, zważywszy na realne zagrożenie, że firmy te będą sabotowały eksploatację przyznanych im złóż.

Istotne jest jednak co innego: tej informacji, o potencjalnie strategicznym znaczeniu dla bezpieczeństwa energetycznego Polski, nie podchwyciła wtedy żadna mediodajnia, nikt nie wszczął dziennikarskiego śledztwa, wiadomość przemknęła jak gdyby nigdy nic i tylko niżej podpisany uznał za stosowne przytoczyć ją na swym blogu w notkach „Polskie łupki dla Gazpromu?” i „Euro-koalicja przeciw polskim łupkom?”. Jeśli uczynił to ktoś jeszcze – zwracam honor i przepraszam, nie zmienia to jednak ogólnego obrazu sytuacji. Obecny skandal, który w każdym poważnym kraju nie schodziłby z czołówek gazet, u nas przemyka gdzieś w rubrykach gospodarczych, zaś wiodące redakcje zgodnie z tradycją III RP bardzo się pilnują, by patrzeć w inną stronę i troskliwie przykrywać aferę łupkową wrzutkami w rodzaju gospodarskiej wizyty Tuska przy odwiercie w Lubocinie, czy 300 miliardów które „załatwią” nam w Unii Buzek z Lewandowskim.

Zresztą i teraz pewnie niczego byśmy się nie dowiedzieli, gdyby nie eurodeputowani Lena Kolarska-Bobińska (autorka raportu o energetycznej przyszłości Europy) oraz Jacek Saryusz-Wolski, którzy w Brukseli zerwali się Tuskowi ze smyczy i uzyskali od Komisji Europejskiej stosowne informacje. Rzadko zdarza mi się pochwalić kogoś z PO, odnotuję zatem to sobie w pamiętniczku.

II. Rola służb specjalnych w aferze łupkowej

Osobną sprawą jest funkcjonowanie w tym obszarze naszych służb specjalnych. Podobno to Kaczyński z Macierewiczem rozwalili służby, które w mrocznych czasach IVRP przeżywały okres wielkiej smuty, rozkładu i degrengolady, a mimo to jakoś nie jestem w stanie sobie wyobrazić, by za rządów PiS-u dopuszczono do podobnej afery, jaką było prześlepienie 21 procent koncesji sprzedanych firmom powiązanym kapitałowo z podmiotami rosyjskimi. A teraz, kiedy szeroką ławą powrócili do łask i wpływów starzy sprawdzeni fachowcy – jest to możliwe, bardzo proszę, zaś premier Tusk nawet nie sili się na kiepskie dowcipy o dymisjonowaniu Bondaryka.

Widzę w tym skandalu dwie możliwości: albo obecne służby specjalne odpuściły sobie ochronę newralgicznej inwestycji, jaką jest przyszłe wydobycie gazu łupkowego, albo przeciwnie – bardzo skrupulatnie dopilnowały by w rosyjskie ręce trafił odpowiedni kawałek łupkowego tortu. Nie ukrywam, że bardziej prawdopodobny wydaje mi się wariant drugi, albowiem wywodzące się z PRL-u i uzupełnione jedynie przez kooptację młodszego narybku tajne organa, pieczołowicie czuwające nad procesem „transformacji”, nie są przecież od tego, by chronić interesy polskiego państwa. One są po to, by ochraniać szeroko rozumiany dobrostan obozu beneficjentów i utrwalaczy IIIRP, którego są nieodłączną częścią, a także interesy ich patronów oraz ekspozytur w rodzaju obecnej dyktatury matołów. Gdy spojrzeć pod tym kątem, afera łupkowa przestaje dziwić, podobnie zresztą jak wszystkie inne afery. Rosja zwyczajnie musiała dostać swoje 21 procent koncesji i oby tylko tyle.

Ot – i mamy kolejną odsłonę „państwa na niby”, w którym za atrapą oficjalnych instytucji toczy się gra wpływów o swój kawałek postawu czerwonego sukna.

III. Sojusz polsko-brytyjski kontra anty-łupkowa koalicja?

Jak słusznie się zauważa, Rosjanie nie po to interesują się polskimi złożami, by je eksploatować, tylko przeciwnie – by uniemożliwić (plan maksimum) lub znacząco ograniczyć wydobycie surowca w Polsce. Uruchomienie eksploatacji na masową skalę mogłoby bowiem w nieodległej przyszłości zakończyć gazową hegemonię Rosji w regionie, zaś w wymiarze globalnym – wpłynąć na obniżkę cen gazu na światowych rynkach, co byłoby zabójcze dla rosyjskiej gospodarki i jej geopolitycznego narzędzia jakim jest Gazprom. To zaś z kolei oznaczałoby wysadzenie z siodła obecnej dyktatury czekistów z Putinem na czele.

No, chyba że Rosja uzna, iż ma nad polskimi złożami taką kontrolę i na tyle mocne wpływy w Priwislanskim Kraju, że może sobie pozwolić na uruchomienie eksploatacji. Wtedy okaże się, że po staremu ćpamy ruski gaz – ruski gaz wydobywany na polskim terytorium - zaś dochody z eksportu błękitnego paliwa tradycyjnie zasilać będą kasę Gazpromu i kieszenie towarzyszy czekistów.

Na razie jednak szykuje się możliwość ograniczenia przyszłego wydobycia w Polsce o 1/5 i nie jest to ostatnie słowo towarzyszy czekistów zważywszy na intensywny lobbing „ekologiczny” Gazpromu w UE, który nie spotyka się z naszym kontr-lobbingiem pro-łupkowym. A że anty-łupkowa ofensywa Gazpromu zbiega się z interesami unijnych wielkich – Francji i Niemiec, to całkiem możliwe jest przeforsowanie zakazu wydobycia gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego na całym terytorium Unii (szerzej w tekstach: „Euro-koalicja przeciw polskim łupkom?” i „Euro-koalicja przeciw polskim łupkom II”).

Na szczęście w tej rozgrywce niedługo może nam przybyć nieoczekiwany sojusznik. Otóż na terytorium Wielkiej Brytanii odkryto złoża gazu łupkowego szacowane na 5 bln m3 (zasoby porównywalne z polskimi!). To zmienia znacząco sytuację, gdyż do tej pory w kwestii łupków byliśmy w Europie raczej osamotnieni. Obecnie możliwy jest polsko-brytyjski sojusz pro-łupkowy na unijnej arenie. Niezależnie od tego, że staniemy się konkurentami w wydobyciu i sprzedaży shale gas, łączy nas w tym momencie wspólny interes w postaci zablokowania anty-łupkowych działań „ekologistów”, Gazpromu, Francji oraz Niemiec. Jest wszakże jeden podstawowy warunek: odsunięcie od władzy obecnej dyktatury matołów, bo oni tego nie zrobią!

Tak czy inaczej, nawet jeśli dyktatura matołów pozostanie przy korycie, warto będzie przyglądać się poczynaniom Brytyjczyków i konfrontować je z rozwojem sytuacji w Polsce. Choćby po to, by uświadomić sobie różnicę w podejściu do interesów strategicznych między poważnym państwem a kartoflanym kondominium.

Gadający Grzyb

środa, 27 lipca 2011

Euro-koalicja przeciw polskim łupkom II


Polskie łupki nie są na rękę nikomu z wielkich rozgrywających – Rosji, Niemcom, euro-decydentom, lobby „ekologicznemu”...



I. Kasandryczny realizm.


W majowej notce „Euro-koalicja przeciw polskim łupkom” napisałem, iż „można się spodziewać, że Niemcy i Francja będą za jakiś czas próbowały przeforsować na forum unijnym (arcywygodne narzędzie!) rozwiązania uniemożliwiające eksploatację złóż gazu łupkowego.”


Tak też się stało, oczywiście. Piszę „oczywiście”, ponieważ jakoś tak się składa, że chyba w każdym moim tekście dotykającym szeroko rozumianych kwestii surowcowo-energetycznych formułuję czarne hipotezy odnośnie przyszłości naszego kraju i do każdej takiej notki prędzej czy później muszę dopisywać kontynuację w której opisuję, jak to te złowrogie przepowiednie realizują się na naszych oczach. Nie inaczej jest i tym razem.


Rzecz jasna, żadna w tym moja zasługa. Każdy, kto obserwuje bezradność naszego nie-rządu w tej materii, może w ciemno typować jak tym razem ograją nas ci, którym nie na rękę jest osiągnięcie przez Polskę surowcowo-energetycznej niezależności, ba - pozycji liczącego się eksportera, co automatycznie wiązałoby się z istotnym wzrostem naszego znaczenia na arenie międzynarodowej.


II. Francuski Lepper kontra Donald Tusk (Premier, zresztą).


Na początek opowiem o groteskowym harcowniku. Oto pewien „Francuz mowny” - Jose Bove (taki francuski Lepper, tylko bardziej „kulturny”) z frakcji Zielonych i wiceszef Komisji Rolnictwa w Parlamencie Europejskim podczas wizyty w Polsce przekazał 16 czerwca na ręce Donalda Tuska list spłodzony ponoć wspólnie z mieszkańcami gminy Grabowiec koło Zamościa z prośbą o interwencję w sprawie dokonujących się tam próbnych odwiertów. Nie wiem, jak tam pan Bove ów list spisywał wspólnie z mieszkańcami, w każdym razie stoi w nim, że w domach popękały ściany a woda w studniach zmętniała i przybrała kolor brązowy.


Na szczęście, nie ma wzmianek o tym czy kury przestały się nieść a krowom mleko warzy się w wymionach, ale domyślam się, że miejscowi wyczuwszy możliwość jakichś odszkodowań pokazali panu Bove wszystkie rysy na ścianach budynków gospodarskich, jakie tylko dało się znaleźć i dyskretnie przemilczeli w obecności pana Zielonego, że ich szamba nie mają wymurowanego dna, tak by część nieczystości wsiąkła w ziemię i można było oszczędzić na wywózce nieczystości, co może tłumaczyć kolorek studziennej wody.


Pan Bove oczywiście zaapelował do Premiera (Donalda Tuska, zresztą) o rezygnację z pozyskiwania gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego, co w praktyce oznacza rezygnację z pozyskiwania tego gazu w ogóle i jest idealnie zbieżne z uchwaloną przez francuski parlament ustawą zabraniającą szczelinowania hydraulicznego nad Sekwaną. Odnotować warto, że ustawa przeszła pod naciskiem dość egzotycznej koalicji – mianowicie, lobby atomowe dogadało się tu z Zielonymi. Ot, porozumienie ponad podziałami!


Z zawodu pan Bove jest rolniczym związkowcem i „alterglobalistą” z licznymi zadymami na koncie, czyli notorycznym eko-lewakiem, a kto zna uwikłania tego typu ruchów sięgające czasów Zimnej Wojny, ten bez trudu dośpiewa sobie resztę.


Przy okazji – Donald Tusk (Premier Rządu RP, zresztą), wyznał podczas spotkania, iż  to ho, ho i jeszcze trochę. Jak wi„osobiście” jest przeciwny GMO i gdyby to od niego zależało...adomo, niedawno GMO zostało w naszym Sejmie przegłosowane głosami m.in. rządzącej Platformy Obywatelskiej, której przewodniczącym jest Donald Tusk (Premier, zresztą), co rzuca niejakie światło na realny zakres jego władzy, ale to taka dygresja na marginesie.


III. Raport Ludwik-Bölkow Systemtechnik.


Przejdźmy jednak do spraw poważniejszych. Komisja ds. Środowiska, Zdrowia Publicznego oraz Bezpieczeństwa Żywnościowego Parlamentu Europejskiego zamówiła raport na temat wpływu wydobycia gazu łupkowego na środowisko i zdrowie obywateli. Charakterystyczne są przy tej okazji dwie sprawy:


Po pierwsze. Unia uznała za stosowne zająć się tym tematem dopiero, gdy odkryte zostały zasoby gazu niekonwencjonalnego w Polsce na skalę mogącą wywrócić „gazowy stolik”, czyli dotychczasowe status quo i zakwestionować ekonomiczny sens zacieśniania więzi z Rosją i jej geopolitycznym narzędziem, jakim jest Gazprom. Odsyłam tu do notki opisującej książkę „Nowa Zimna Wojna” Edwarda Lucasa (a jeszcze lepiej – przeczytajcie książkę). Najwięcej od czasów Gerharda Schroedera zainwestowały w tę współpracę Niemcy, czego ukoronowaniem jest wybudowany za koszmarne pieniądze, ale za to omijający „kondominium” Gazociąg Północny. Przyblokowanie kompleksu portowego Szczecin-Świnoujście wraz z powstającym gazoportem jest w tej operacji wisienką na torcie.


Po drugie. Sporządzenie raportu powierzono niemieckiej instytucji Ludwik-Bölkow Systemtechnik, komercyjnej firmie konsultingowej specjalizującej się w energii odnawialnej, a więc naturalnemu konkurentowi „kopalnych” źródeł energii – wciąż tańszych i bardziej wydajnych od najwymyślniejszych nawet „wiatraków”. Raport jest oczywiście miażdżący dla „łupków”, zgodnie z oczekiwaniami zamawiających, przy czym – jak alarmuje Konrad Szymański, europoseł PiS - „raport jest jednostronny, a chwilami oparty na danych nieaktualnych w odniesieniu do technologii wykorzystywanych dziś w dziedzinie wydobycia gazu łupkowego” (cyt. za wPolityce.pl).


IV. Matematyka interesów.


Teraz zastanówmy się. Tendencyjny raport Komisja PE zamówiła w niemieckiej instytucji żyjącej z doradztwa „pro-eko”. Niemcy zainwestowały we współpracę polityczno-gospodarczą z Rosją opartą na gazie, którego eksport jest podstawą rosyjskiej gospodarki i umacniania wpływów politycznych. Niemcy są głównym rozgrywającym w Unii Europejskiej. W tejże Unii silne jest lobby „ekologistów” (nie mylić z ekologami – ekologia to nauka, „ekologizm” to postępacka ideologia), sięgające swymi korzeniami do „pokolenia ‘68” i czasów agenturalnych uwikłań okresu Zimnej Wojny.


Do tego, uruchomienie na masową skalę w perspektywie kilkunastu lat wydobycia gazu łupkowego w Polsce podważa opłacalność Nord Streamu i podważa wpływy rosyjsko-gazpromowskie nie tylko w Polsce, ale również w całym regionie. Pod znakiem zapytania staje opłacalność importowania rosyjskiego gazu przez dotychczasowych odbiorców, a więc i podstawa stabilności ekonomicznej Rosji (bo gaz sprzedawany taniej Zachodowi, Rosja odbija sobie droższymi cenami dla Polski i innych krajów regionu).


Jest się o co bić.


Ponadto, za energią odnawialną stoi wielka kasa – ale kasa „dotacyjna”, wydojona w taki czy inny sposób z kieszeni podatników i konsumentów. Mechanizm polega na symultanicznym wspieraniu energii „eko” poprzez dotacje, połączonym z wprowadzaniem regulacji mających podwyższyć koszta pozyskiwania tradycyjnych źródeł energii (ech, te „zmiany klimatyczne” i „liderowanie” w redukcji emisji CO2...). Unia Europejska zainwestowała grube miliardy „Deutsche-Euro” w to eko-badziewie, z którego suto żyją różne „biznesy” w rodzaju „Ludwik-Bölkow Systemtechnik”, grupy interesów, „aktywiści”.... I co, ten złoty układ dojenia ma paść przez jakieś polskie łupki?! O, niedoczekanie...


Jest się o co bić, powtarzam.


V. „Europeizacja polityki energetycznej”.


Gdyby się ktoś pytał, to sama Komisja Europejska wydała stosowne odgłosy przy okazji zamówienia własnego raportu w belgijskiej firmie prawniczej na okoliczność potencjalnej „luki prawnej” dotyczącej wydobywania gazu łupkowego. Marlene Holzner, rzeczniczka komisarza UE ds. energii Guenthera Oettingera powiedziała, że:


Po pierwsze: „wydobycie gazu łupkowego to nowa kwestia w UE i potrzebuje uważnego zbadania”.


Po drugie zaś: „KE ma w kwestii łupków ‘swoje poglądy’. - Na gaz łupkowy należy patrzeć nie tylko jako na nowe źródło energii, ale także na jego potencjalne skutki dla środowiska.”


Dodajmy, że komisarz UE ds. energii Guenther Oettinger, którego ustami jest pani Marlene Holzner, to ten sam, który obejmując stanowisko zapowiadał „europeizację polityki energetycznej”, co mylnie, jak się okazało, odczytano jako nacisk na „dywersyfikację dostaw energii, by zapewnić bezpieczeństwo energetyczne i zmniejszyć zależność UE od Rosji" (cyt. za wnp.pl).


O ile zakład, że zamówiona przez Komisję Europejską „ekspertyza prawna” będzie idealnie zgodna z raportem „Ludwik-Bölkow Systemtechnik” sprzęgniętego z „Wuppertal Institute for Climate, Environment and Energy?”


VI. Łupki nie na rękę...


Polskie łupki nie są na rękę nikomu z wielkich rozgrywających – Rosji, Niemcom, euro-decydentom, lobby „ekologicznemu”... Nie mam złudzeń co do tego, iż zamawiane na gwałtu-rety raporty posłużą Komisji Europejskiej jako wygodne alibi do wdrożenia „dyrektyw”, które podniosą koszta wydobycia „shale gas” do granicy opłacalności.


Chcecie gaz łupkowy? W porządku, tylko na naszych zasadach. Ekologicznych. Drogich. Ach, nie stać was? No nic, damy dotacje na wydobycie w skali „od-do”. Tylko wywalcie tych Amerykańców, uprzejmie prosimy. Co, nie macie technologii? Żaden problem – sprzedajcie PGNiG oraz koncesje takiemu jednemu sympatycznemu koncernowi, który ma technologie w sam raz odpowiadające euro-wymaganiom. Że co? Że koncern to misz-masz Gazpromu z udziałem godnych zaufania podmiotów ze wszystkich planet wszechświata? No, znów wyłazi ta wasza polska, prowincjonalna ksenofobia. Wstydzilibyście się, doprawdy...


Gadający Grzyb

poniedziałek, 16 maja 2011

Euro-koalicja przeciw polskim łupkom?


Potencjał złóż gazu łupkowego w Polsce spędza sen z powiek nie tylko Gazpromowi, lecz również naszym „euro-sojusznikom”.



I. Niewygodne łupki.


Jak donosi „Dziennik Gazeta Prawna”, a wraz nim m.in. „Rzeczpospolita” i portal „wPolityce.pl”, francuski parlament pod naciskiem lobby atomowego uchwalił ustawę zabraniającą pozyskiwania gazu łupkowego metodą szczelinowania hydraulicznego, wzorując się na analogicznych rozwiązaniach kanadyjskiej prowincji Quebec i amerykańskiego stanu Nowy Jork. Pretekstem był rzekomo negatywny wpływ tej technologii na czystość wód gruntowych. Całkowicie zignorowano przy tym fakt, że ujęcia wód gruntowych znajdują się na głębokości maks. 500 – 600 m, tymczasem szczelinowania dokonuje się 2 – 3 tys. metrów pod ziemią. Jak z pakietem klimatycznym – była „wola polityczna” by uchwalić, to uchwalono - bez zawracania sobie głowy zbędnymi faktami.


Innymi słowy, właśnie okazało się, że potencjał złóż gazu łupkowego w Polsce spędza sen z powiek nie tylko Gazpromowi – jest równie niebezpieczny dla różnych branżowych i ideologicznych grup interesu, nazwijmy to – euroazjatyckich. Uruchomienie wydobycia gazu niekonwencjonalnego w Polsce (bo w żadnym innym europejskim kraju złóż w takiej skali jak nasza nie odkryto) uderza bowiem w obecny „porządek energetyczny”: stawia pod znakiem zapytania nie tylko francuski atom (możliwa konkurencja - elektrownie gazowe), ale również rosyjską dominację surowcową w regionie i plany ekspansji na Zachód, a także współpracę gazową Rosja – Niemcy przypieczętowaną świeżo położonym Gazociągiem Północnym oraz sens wydawania miliardów eurorubelków, które mają być wpompowane w różne „ekologiczne” projekty pozyskiwania energii.


Poza tym, może się okazać, że łupki sprawią, iż „pakiet klimatyczny” i związany z nim drastyczny skok cen energii w najbliższych latach, nie wyhamuje naszej gospodarki na tyle, na ile liczyli jego twórcy. Skandal!


II. Koalicjanci.


Chciałbym tu zwrócić uwagę, że wspólnota interesów sprawia, iż rysuje się nam arcyciekawa koalicja. „Ekolodzy” (a właściwie „ekologiści”, gdyż ekologia to nauka zaś ekologizm to ideologia, powtarzam to przy każdej okazji) podsypani jurgieltem Gazpromu idą w niej pod mankiet z lobby atomowym, do tego rządy potęg „starej Europy” - Niemiec i Francji – nie są, delikatnie mówiąc, zainteresowane by wyrosła im pod bokiem dynamiczna, „nowoeuropejska” konkurencja.


Dlatego też (obawa ta jest już formułowana) można się spodziewać, że Niemcy i Francja będą za jakiś czas próbowały przeforsować na forum unijnym (arcywygodne narzędzie!) rozwiązania uniemożliwiające eksploatację złóż gazu łupkowego. Wszystko z troski o naszą przyrodę rzecz jasna – wszak poligon doświadczalny jakim była „obrona doliny Rospudy” wykazał niezbicie, iż polska przyroda jest wspólnym europejskim dobrem, które należy chronić przed polskimi barbarzyńcami. Współgra z takim podejściem polityka Gazpromu organizującego już od dłuższego czasu rozmaite kursokonferencje na których cierpliwie tłumaczy jakim strasznym zagrożeniem ekologicznym jest wydobycie shale gas.


Euro-dyrektywy, których możemy oczekiwać uzyskają oczywiście pełne wsparcie „ekologistów”, tego możemy być pewni, albowiem podobnie jak z Rospudą, odbyło się już „próbne strzelanie”, którym było przekupienie przez Nord Stream niemieckich ekologów protestujących przeciw bałtyckiej rurze. Wystarczyło sypnąć 10 milionów euro na „Fundację Ochrony Przyrody Niemieckiego Bałtyku” i voila! (szerzej w notce „Ekologiści a Nord Stream”). Wpisuje się to zresztą w sowiecką tradycję sponsorowania zachodniego lewactwa, tyle że dziś odbywa się to już w pełni jawnie, legalnie i z poparciem „czynników rządowych” po obu stronach.


III. „Będziemy postępowali wedle własnego rozeznania” .


No dobrze, zagrożenia z grubsza naszkicowane, a co na to Polska? Ano, Gazprom rozwija swą ofensywę pijarowską bombardując zachodni świat polityki i środowiska opiniotwórcze antyłupkową eko-propagandą, nasz rząd natomiast ani du-du. Nie organizujemy własnych „sympozjów i seminariów”, by choć częściowo zneutralizować przekaz Kremla i wsparcie jakie ów przekaz uzyskuje w zachodnich ośrodkach polityczno-biznesowych.


Donald Tusk wprawdzie odgraża się, że „będziemy postępowali wedle własnego rozeznania” , ale jeśli to „rozeznanie” ma wyglądać tak jak w przypadku Nord Streamu, czy naszych, pożal się Boże, „reakcji” na przyblokowanie świnoujskiego gazoportu rosyjsko-niemiecką rurą, to marnie widzę. Tak się bowiem składa, że – jak wszystkim wiadomo – Gazociąg Północny został położony gdzie chcieli i jak chcieli jego twórcy, zaś rząd Tuska-Pawlaka nabrał wody w usta i dalej płynie sobie spokojnie „z głównym nurtem” kontentując się tzw. „dobrą prasą” w Niemczech i uzależniającą nas od Rosji długoterminową umową z Gazpromem.


Niezłą lekcją niemieckiego podejścia była wypowiedź wiceszefowej niemieckiego MZS, Cornelii Pieper dla „Rzeczpospolitej”, która najpierw stwierdziła, że „w Polsce obawy są przesadzone”, by zaraz dodać:



„jeżeli Polska będzie obstawała przy rozbudowie portu dla statków o większym zanurzeniu, to Niemcy są gotowe to poprzeć. Oczywiście jeżeli polskie plany pogłębiania dna morskiego nie będą naruszały europejskich praw o ochronie przyrody. Dziwię się, że podnosi się te problemy. Tyle dobrego się w stosunkach polsko-niemieckich dzieje, powinniśmy się skoncentrować na przyszłości.” (wytł. moje - GG)



O ile zakład, że „plany pogłębienia dna”, gdy przyjdzie co do czego, nie okażą się zgodne z „europejskimi prawami o ochronie przyrody”? Poza tym, nie zapominajmy, że na straży będą czuwać „ekologiści” z powołanej przez Nord Stream „Fundacji Ochrony Przyrody Niemieckiego Bałtyku”...


A poza tym, „tyle dobrego się dzieje”, więc wybierzmy przyszłość prawda? Na cholerę te wielkie statki zawijające do Polski. Wyręczymy was naszym portem w Rostocku...


IV. Postaw czerwonego sukna.


Z podobnym podejściem zapewne spotkamy się ze strony Niemiec, Francji, „ekologistów” i struktur unijnych gdy na ostrzu noża stanie kwestia wydobycia gazu łupkowego: „w zasadzie tak, ale...” - i tu padnie kilometrowa lista obostrzeń ekologicznych czyniących całą zabawę niewykonalną i/lub nieopłacalną. A Rosja będzie sobie stała skromnie z boku, zacierając ukradkiem spracowane czekistowskie ręce, do których to rąk tak dobrze pasuje twarda waluta.


Jeżeli już mam gdzieś wypatrywać jakiejś nadziei (pod obecnym rządem), to raczej w ekonomicznych interesach firm zainteresowanych eksploatacją gazu łupkowego. Tak się składa, że francuski koncern „Total” nie przejmując się stanowiskiem połączonych sił nadsekwańskich lobbies - atomowego i ekologicznego (sic!) - odkupił od amerykańskiego Exxon Mobil 49% udziałów w koncesji na poszukiwanie gazu łupkowego na Lubelszczyźnie. Firmy inwestujące w polskie łupki to poważna siła i poważne pieniądze. Mogą uruchomić własny lobbing, jeśli zaś przekupią obecny polski nie-rząd, to kto wie, może niespodziewanie i „nasi” zdecydują się stanąć okoniem „antyłupkowej” koalicji. Tyle, że po wszystkim może się okazać, iż w kwestii złóż znajdujących się na polskim terytorium Polska nie będzie miała nic do powiedzenia... rozdrapana niczym postaw czerwonego sukna.


Ale to dywagacje. Póki co, Gazprom ma u nas pozycję hegemona, jeżeli zaś prawdą jest, iż (jak podał portal „wPolityce.pl”) ponad 50% koncesji wydanych przez Ministerstwo Ochrony Środowiska na eksploatację złóż gazu łupkowego trafiło w ręce firm powiązanych z rosyjskimi służbami i rosyjską mafią (szerzej w notce „Polskie łupki dla Gazpromu”), to z pozyskania jednego z naszych największych bogactw wyjdą nici, zaś polska gospodarka przyduszona tzw. „pakietem klimatycznym” utkwi w marazmie na dziesięciolecia.


***


To naprawdę ostatni dzwonek, by odsunąć od władzy rządzącą ekipę i wziąć sprawy we własne ręce. Nikt inny tego za nas nie zrobi.


Gadający Grzyb

środa, 13 kwietnia 2011

Polskie „łupki” dla Gazpromu?


Czy będziemy ćpali ruski gaz wydobywany na polskim terytorium?



 


I. „Ekologiści” kontra łupki z rosyjskimi służbami w tle.


Nie tak dawno w notce „Ekologiści a Nord Stream”, przy okazji opisywania jurgieltu w wysokości dziesięciu milionów eurorubelków, którym to jurgieltem Gazprom zaspokoił niemieckich „ekologów”, wyraziłem przypuszczenie, że niedługo ci sami „ekolodzy” (a właściwie: „ekologiści”, bo ekologia to nauka, zaś ekologizm to ideologia) przybędą wkrótce do Polski, by protestować przeciw budowie gazoportu, lub eksploatacji polskich złóż gazu łupkowego. Kilka dni później zajrzałem na portal „wPolityce.pl” i cóż widzę? Ano widzę fejsbukową wypowiedź Jarosława Gowina, który zawiadamia, że:



„18 kwietnia do Warszawy zjeżdżają się zieloni z całej Europy, by protestować przeciw wydobyciu gazu łupkowego w Polsce. Gazprom przystępuje do ofensywy. Nieprzypadkowo też najwięcej zielonych wybiera się do nas z Niemiec. Jeśli zaczniemy wydobywać gaz, Nordstream straci ekonomiczny sens. Rozpoczyna się największa polska wojna w czasach pokoju...” (wytłuszczenia moje – GG)



Z powyższym koresponduje informacja własna portalu, który powołując się na swojego informatora donosi, że ponad 50% koncesji wydanych przez Ministerstwo Ochrony Środowiska na eksploatację złóż gazu łupkowego trafiło w ręce firm powiązanych z rosyjskimi służbami i rosyjską mafią (co na jedno wychodzi, gdyż służby roztaczają nad mafią swoją „kryszę” - ot, symbioza taka).


II. Rosyjskie „fortepiany”.


Zakładam, że informacja ta jest prawdziwa (bo znając podatność rządu PO – PSL na rosyjską presję energetyczną, nie ma powodu by wątpić). Oznacza to, iż wydobycie gazu łupkowego mogącego nam potencjalnie przynieść suwerenność energetyczną na pokolenia, będzie napotykać w najbliższych latach na coraz to nowe „nieprzezwyciężone trudności”. Rosja bowiem gra tu na wielu fortepianach, by obronić swą pozycję surowcowego hegemona, zaś między anty-łupkowymi protestami sponsorowanych z Kremla „zielonych” a działalnością powiązanych z rosyjskimi służbami firm nie ma, wbrew pozorom, żadnej sprzeczności. Z tego bowiem co mi wiadomo, Gazprom, póki co, nie dysponuje technologiami i know-how umożliwiającymi wydobycie gazu niekonwencjonalnego.


III. Dwa warianty.


Jeżeli trafnie odczytuję sytuację, to służbowo-mafijne firmy skoncentrują się na zgromadzeniu odpowiedniej wiedzy na temat polskich złóż i położą na nich łapę po to, by uniemożliwić eksploatację. Gdyby nawet pozostałe koncesje przyznano przedsiębiorstwom nie powiązanym z Rosją, to i tak będzie to znaczyło, że - w optymistycznym wariancie - wydobycie ruszy w o połowę mniejszej skali.


W wariancie pesymistycznym natomiast Kreml, poprzez swą agenturę w polskim aparacie państwowym, będzie piętrzył przed zachodnimi inwestorami biurokratyczne bariery; PGNiG uporczywie nie będzie widziało „ekonomicznego sensu” w pozyskiwaniu gazu łupkowego, a dyplomacja rosyjska będzie lobbowała, by „zapadnyje” przedsiębiorstwa dały sobie spokój z wkraczaniem do nie swojej strefy wpływów.


Wszystko to będzie się odbywało przy nieustającym jazgocie zegnanych do Polski z całej Europy „ekologistów”, obliczonym na zdezorientowanie opinii publicznej i stworzenie wokół „łupków” nieprzyjaznej atmosfery, z którą będą musieli się liczyć tak politycy, jak i międzynarodowe konsorcja.


IV. Ruski gaz z polskich złóż?


Chyba, że Gazprom w pewnym momencie uzna, iż ma w Polsce na tyle mocną pozycję, by położyć lachę na rosyjską, strupieszałą infrastrukturę i zainwestować u nas w wydobycie, a towarzysze czekiści wykradną Amerykanom odpowiednie technologie, jak czynią to od dziesięcioleci. Wówczas posłuszne „centrali” zielone tałatajstwo zamilknie jak zaczarowane i ruszy gardłować na innych, słusznych na danym etapie, odcinkach.


A my, po staremu będziemy ćpali ruski gaz, którego wydobywcą, dystrybutorem i eksporterem będzie Gazprom. Ruski gaz wydobywany na polskim terytorium.


Gadający Grzyb

sobota, 27 listopada 2010

O „korzystnej formule cenowej”


Motto: „W czasie negocjacji o dodatkowych dostawach udało nam się wypracować korzystną formułę ceny.” W. Pawlak.

I. Pół miliarda rocznie!

Trzymam się ostatnio tematyki surowcowo-energetycznej jak pijany płota, ale cóż począć skoro co i rusz pokazują się takie kwiatki, że nie sposób przejść obojętnie. Oto na łamach „Rzeczpospolitej” dr Hubert A. Janiszewski wylicza, ile straciliśmy w porównaniu z krajami UE na „korzystnej formule cenowej” wynegocjowanej przez ekipę Waldemara Pawlaka. Otóż autor, powołując się na dane Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) podaje, że:

- w III kwartale br. Gazprom sprzedawał gaz do krajów UE średnio po 318 dol. za 1000 m3;

- Polska będzie płacić za ten sam gaz 350-370 dol. za 1000 m3;

- w efekcie, przy założeniu, że do końca 2010 sprowadzimy ok. 9,7 mld m3 gazu, oznacza to, że w skali roku zapłacimy Gazpromowi o ok. 485 mln dol. więcej niż pozostałe kraje UE!

Ten arcyciekawy aspekt umowy celnie skomentował Antoni Dudek, podnosząc kwestię, jak te niemal pół miliarda „zielonych” ma się do stanu naszych finansów publicznych i którzy urzędnicy sygnowali swoimi podpisami porozumienie z Gazpromem.

Ja pozwolę sobie potraktować sprawę w szerszym kontekście.

II. Dywersyfikacja, głupcze!

Po pierwsze, warto zwrócić uwagę na to, dlaczego inne kraje płacą mniej. Otóż, pozostali europejscy odbiorcy rosyjskiego gazu cieszą się komfortem realnej dywersyfikacji dostaw surowca – sprowadzają go z Norwegii, Kataru, Algierii... i Rosja, stosownie do tego „dywersyfikuje” ceny. Inna formuła dla krajów sprowadzających gaz z wielu źródeł, inna dla państw uzależnionych od kierunku rosyjskiego. Proste. Jeżeli np. norweski eksporter Statoil za 1000 m3 liczy sobie 282 dol., to naturalne jest, że Gazprom musi spuścić z tonu. Na marginesie: w powyższym kontekście warto by rozważyć pociągnięcie przed Trybunał Stanu Leszka Millera za zerwanie zainicjowanej przez rząd Buzka umowy z Norwegami.

W Stanach Zjednoczonych mają w porównaniu z Europą istne eldorado - cena gazu kształtuje się tam w granicach zaledwie 140 dol. za 1000 m3! (dane – III kwartał br.). No, ale oni mają z kolei inną dywersyfikację – wewnętrzną – czyli wydobywany na coraz większa skalę gaz łupkowy. Co poddaję pod rozwagę tym „fachowcom”, którzy wmawiają nam, że te całe „łupki” to miraż, gruszki na wierzbie i nie ma co zawracać sobie nimi głowy.

III. Putin – komiwojażer.

Innym elementem układanki jest wciąż spadająca cena gazu na światowych rynkach.
„W opinii Międzynarodowej Agencji Energii (IEA) szczyt spadków cen nastąpi w 2011 roku i może się utrzymywać przez kilka lat.”
- pisze dr Janiszewski. Światowy kryzys oznacza mniejsze zapotrzebowanie na surowiec i warto tę okoliczność wykorzystać, tym bardziej, że Gazprom wedle danych z 1 października 2009 roku jest zadłużony na 58,38 mld dolarów i musi mieć środki na obsługę długu, nie wspominając już o inwestycjach. Zmniejszone o 15 mld m3 (będzie 515 zamiast 530 mld m3) w stosunku do prognoz z początku roku wydobycie pogłębia trudną sytuację koncernu, a więc także budżetu i całej rosyjskiej gospodarki.

Jeśli spojrzeć pod tym kątem, przestaje dziwić tyleż oryginalna, co - jak się okazuje – rozpaczliwa propozycja Putina sformułowana na łamach „Sueddeutsche Zeitung" przed forum gospodarczym niemieckich menadżerów, na które rosyjski premier, niczym zdesperowany komiwojażer postanowił udać się osobiście.

Clou artykułu stanowiły postulaty stworzenia rosyjsko – europejskiego „aliansu gospodarczego”, wspólnego zarządzania europejskim przemysłem i powołanie wspólnego kompleksu energetycznego. Do tego doszła krytyka „deindustrializacji” europejskiej gospodarki. Żywię brzydkie podejrzenie, iż za tą szlachetną troską o europejski przemysł kryje się w istocie obawa przed dalszym kurczeniem się rynku zbytu na rosyjskie surowce.

Ofertę Putina można podsumować następująco: rozwijajcie przemysł i kupujcie więcej naszego gazu! (bo inaczej padniemy).

IV. Jeszcze o gazociągu słubickim.

A teraz powróćmy do naszych baranów. Muszę bowiem przypomnieć kwestię tzw. gazociągu słubickiego, o którym pisałem szerzej w notce „Zapomniany gazociąg”. Otóż za pomocą tego gazociągu niemiecki koncern EWE dostarcza gaz do wielu gmin w województwie lubuskim. Tenże koncern proponował nam sprzedaż do 2 mld m3 gazu rocznie, czyli tyle ile brakowało nam w gazowym bilansie i który to deficyt stanowił oficjalny powód - czy raczej pretekst - do zawarcia niedawnego porozumienia z Gazpromem.

Wprawdzie byłby to zapewne gaz rosyjski (Niemcy nie mają zakazu reeksportu), niemniej, Niemcy to obliczalny partner biznesowy i można mieć pewność, że „błękitne paliwo” byłoby tłoczone niezależnie od ewentualnych politycznych zawirowań, a nade wszystko – Niemcy kupują rosyjski gaz taniej, więc nawet po doliczeniu marży jego cena byłaby porównywalna z tym co i tak płacimy Rosji. Poza tym, te kilkadziesiąt polskich gmin już bierze gaz od EWE i jakoś nie narzekają na drożyznę. Prawda, panie Pawlak?

Trzeba jedynie wyłożyć ok. 120 mln złotych na położenie 30-40 km rur, by połączyć gazociąg z polską siecią przesyłową (dla porównania – EWE już wybudowało w Polsce 1200 km gazociągów) i udostępnić niemieckiej spółce któryś z magazynów – nie za darmo przecież! – do przechowywania obowiązkowych, ustawowych rezerw surowca.

Tyle, że państwowe spółki: Gaz-System (operator polskiej sieci) oraz PGNiG (właściciel magazynów) pozostają głuche na ofertę. Brak „woli politycznej” bije po oczach. Domyślam się, że dla wicepremiera Pawlaka to co jest dobre dla kilkudziesięciu lubuskich gmin nie jest „korzystną formułą cenową”.

O tym, że w ten sposób podłączylibyśmy się do europejskiego gazowego „krwiobiegu” nawet nie chce się wspominać...

V. Dobry wujek.

Z naszkicowanej powyżej sytuacji wynika, że podpisaliśmy długoletnią umowę, na mocy której będziemy słono przepłacali za surowiec, który w najbliższym czasie ma konsekwentnie tanieć, pogłębiając nasze uzależnienie od wschodniego kierunku dostaw i – chociażby - stawiając pod znakiem zapytania przyszłość świnoujskiego gazoportu. Ugięliśmy się pod cenowym dyktatem „potentata”, który właśnie przeżywa finansowe trudności i któremu kurczy się zarówno wydobycie, jak i rynek zbytu. Kuriozum na skalę światową.

Nic to. Te prawie pół miliarda dolarów ekstra, które w porównaniu do krajów Europy Zachodniej będziemy rok w rok walić w rosyjską studnię z pewnością się naszemu „partnerowi” przyda. Gazpromowi – chociażby na obsługę zadłużenia, zaś budżetowi Federacji Rosyjskiej do którego Gazprom odprowadza część dochodów... niech pomyślę... na modernizację armii... kolejne Mistrale...

Naszemu państwu i naszej armii te 485 mln dol. rocznie jest absolutnie zbędne. Wszak dla dalszego „ocieplenia” stosunków warto się zabawić w dobrego wujka i podesłać naszym nowym, posmoleńskim przyjaciołom trochę kasy.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 22 września 2010

Perła w koronie Gazpromu.


Status perły w koronie Gazpromu jest jedynym strategicznym celem obecnego rządu.

I. „Bezpieczeństwo energetyczne” a la UE.

Dziw nad dziwy. Jak powszechnie wiadomo, Polska broni się rękami i nogami przed interwencją Komisji Europejskiej, która nie chce dopuścić, by polski odcinek tzw. gazociągu jamalskiego dostał się pod wyłączną kontrolę Rosji, co więcej, jak się zdaje osiągnięcie statusu perły w koronie Gazpromu jest jedynym strategicznym celem obecnego rządu. Twardzi jesteśmy, nie ma co. Żadna Unia nie będzie się mieszać do polsko – rosyjskich negocjacji i ustaleń!

Nieuleczalni frustraci i spiskomaniacy powiadają wprawdzie, że za tą nagłą aktywnością Komisji w kwestii naszego bezpieczeństwa energetycznego stoją Niemcy, które chciałyby coś uszczknąć z gazowego tortu i wejść w przyszłości jako udziałowiec do „jamalu”. W ten sposób, pospołu z Rosją będą współkontrolerem obu nitek tłoczących wschodni gaz. A jeżeli powstanie South Stream? Bez obaw. Znajdzie się tam miejsce również dla Niemiec. Komisja Europejska już się o to postara. Tak będzie wyglądać realizacja „wspólnej polityki bezpieczeństwa energetycznego w UE”, czy jak tam się ów wirtualny stwór nazywa. Ale, kto by tam słuchał nieuleczalnych, sfrustrowanych spiskomaniaków?

II. Jak rząd Platformy „walczy” o Świnoujście.

Co ciekawe, 21.09 „Rzeczpospolita” na swych stronach internetowych zapodała dwa artykuły. Wedle artykułu nr 1 Putin skarżył się „Kommiersantowi”, że Polska interweniuje w Komisji Europejskiej by „zmienić trasę” Gazociągu Północnego na newralgicznym odcinku przecinającym tor wodny biegnący do Świnoujścia. Domyślam się, że w owej „zmianie trasy” chodzi o zagłębienie gazociągu pod obecnym torem wodnym, tak by do portu mogły wpływać większe gazowce.

Już się ucieszyłem, jak ten głupi, że jednak nasze władze coś robią w kwestii drożności szlaku, który ma zaopatrywać powstający (ponoć) gazoport w Świnoujściu... a tu skucha.

Po pierwsze:

„Matthias Warnig, dyrektor zarządzający spółki Nord Stream ocenia, że pozew Polski przeciwko Niemcom skierowany do Komisji Europejskiej nie ma żadnych szans powodzenia, ponieważ polski tor wodny przebiega przez niemieckie wody terytorialne. Tymczasem strona niemiecka już dawno zajęła w tej sprawie stanowisko, które zezwala na budowę Nord Streamu w obecnym kształcie. (Wytłuszczenie moje - GG)”


Po drugie: żadnego pozwu nie ma!

Jak donosi bowiem artykuł nr 2, Polska wcale nie skarżyła się do Unii na Nord Stream, gdzieżby! Wszystko odbywa się na zasadzie bilateralnych rozmów Polska – Niemcy. Tak oświadczyły zarówno Komisja Europejska, jak i polskie Ministerstwo Infrastruktury.

Ciekawe... Dlaczego, skoro nie ma polskiego pozwu do KE, Matthias Warnig ów pozew, będący dziennikarską kaczką Kommiersanta, dezawuuje? Ostrzeżenie na przyszłość, czy niedoinformowanie dyrektora zarządzającego spółki Nord Stream?

Poszperałem – i eureka! Putin do spółki z panem Warnigiem zatroskali się nie o żaden pozew, tylko o złożone w styczniu i lutym 2010 roku przez Zarząd Morskich Portów Szczecin i Świnoujście sprzeciwy do KE! Ich efektem jest, że tor zachodni do Świnoujścia będzie drożny (dobre i to), obecnie natomiast rzecz toczy się o tor północny. Rosyjsko – niemiecka rura powinna bowiem być zakopana na odcinku pięciu kilometrów na takiej głębokości, by umożliwić realizację planów rozwojowych świnoujskiego portu, mianowicie pogłębienia toru północnego tak, by mogły kursować tamtędy statki o zanurzeniu do 15 metrów.

I to właśnie troska tak bardzo Putina, gdyż zakopanie rury to nie tylko wzrost kosztów (5 kilometrów – śmieszne w skali całego przedsięwzięcia), lecz również w niedługiej perspektywie czasowej groźba uzyskania przez Polskę realnej dywersyfikacji dostaw.

Na marginesie - „Rzepie” gratulujemy reaserchingu...

A tak w ogóle, to 22 lipca minister infrastruktury Cezary Grabarczyk zapewnił komisarz do spraw morskich i rybołówstwa, Marię Damanaki, o woli bilateralnego, polsko - niemieckiego załatwienia sprawy zakopania gazociągu. Jak to stwierdzenie ma się do sprzeciwów ZMPSiŚ i słów Matthiasa Waringa o stanowisku strony niemieckiej zezwalającym na budowę Nord Streamu w obecnym kształcie?

Weź się tu, człowieku, połap.

III. W kleszczach rozgrywki.

Z tego całego galimatiasu sprzecznych doniesień pozwalam sobie wyciągnąć następujące wnioski:

1) Rosja gra o pełną pulę. W obliczu postępującej rewolucji na rynku gazowym spowodowanej wdrożeniem metody pozyskiwania gazu łupkowego, chce przywiązać do swych dostaw możliwie największą część Europy Zachodniej. Pisał już o tym Edward Lucas w książce „Nowa Zimna Wojna”, którą pozwoliłem sobie onegdaj omówić. By tak się stało, musi utwierdzić dominującą pozycję surowcową w krajach dawnego bloku sowieckiego, zanim „łupkowa rewolucja” się rozszerzy. Polska jest tu krajem kluczowym.

2) Niemcy, po epoce „schroederyzmu” wciąż pragną robić z Rosją gazowy biznes, gdyż jest to dla nich (w przeciwieństwie do nas) dywersyfikacja, nie zamierzają jednak rezygnować ze swych świeżo nabytych „unijnych” wpływów w postsowieckim regionie. Do tego dochodzą mniejsze interesy, jak np ten, że stymulowana powstaniem terminalu LNG rozbudowa portu w Świnoujściu, stałaby się zagrożeniem dla portów niemieckich. Polskie stocznie udało się załatwić, czas na porty.

IV. Degradacja aspiracji.

Proszę zwrócić uwagę na degradację naszych aspiracji: od prób zablokowania gazpromowsko – niemieckiej inwestycji wspólnie z innymi państwami nadbałtyckimi, do rozpaczliwych i chaotycznych interwencji, by rura nie zablokowała ze szczętem możliwości rozwojowych naszych portów. Popatrzmy: ZMPSiŚ jedno a Ministerstwo Infrastruktury drugie. Resort gospodarki z wicepremierem Pawlakiem z uporem godnym muła wtłacza nas z kolei w gazowe uzależnienie od Rosji na okres pokolenia. Nie ma to jak twórczy chaos. Można jeszcze dołożyć do tego plany tworzenia u nas gazowych elektrowni... które jeszcze bardziej przywiążą nas do rosyjskiego gazu...Widać jak na dłoni, że jakieś buldogi gryzą się pod postawem czerwonego sukna zwanym Rzeczpospolitą.

A tak z wierzchu, zostaje tylko pytanie: będziemy kondominium, czy dominium? W perspektywie rozgrywki Rosja – Niemcy mamy chyba już tylko ten wybór. To nie żart. Naprawdę stoczyliśmy się aż tak nisko.

Na dzień dzisiejszy, Polska ma wszelkie dane ku temu, by stać się perłą w imperialnej koronie Gazpromu, będącego jednym z fundamentalnych narzędzi w geopolitycznym arsenale Kremla. Rosja wie, że musi zdążyć przed gazową rewolucją i zapewnić dla siebie rynki zbytu długoterminowymi kontraktami, połączonymi z kontrolą sieci przesyłowej. Z Polską, jak na razie, idzie jej bajecznie.

***

Indie swojego czasu cieszyły się przydomkiem, „perły w koronie Imperium Brytyjskiego”. Warto jednak pamiętać, czym były Indie w owym czasie. Zapominalskim przypomnę, że nawet nie były kondominium. Ani dominium. Były kolonią.

Gadający Grzyb

Inne moje teksty o zbliżonej tematyce:

http://www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

http://niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

http://niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

http://niepoprawni.pl/blog/287/100-miliardow-dla-gazpromu%E2%80%A6


http://www.niepoprawni.pl/blog/287/gaz-lupkowy-%E2%80%93-nowa-nadzieja

Oraz to:

http://niepoprawni.pl/blog/287/nowa-zimna-wojna

http://niepoprawni.pl/blog/287/hodowla-agentury-wplywu

http://niepoprawni.pl/blog/287/geopolityczny-aspekt-pojednania%E2%80%A6

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

środa, 23 czerwca 2010

Pan od „szabelki”.


O kretyńskim felietonie w "Rzepie" słów kilka.

1) Hubert Salik o „machaniu szabelką”.

Uff... mało co „zajeżyło” mnie ostatnio tak, jak pewien felieton. Pan Hubert Salik raczył bowiem w „Rzeczpospolitej” przyrównać polskie ambicje związane z wydobyciem gazu łupkowego do... „machania szabelką”! Oczy wyszły mi z orbit, do tej pory sądziłem bowiem, że przynajmniej „Rzepa” wolna jest od tej kretyńskiej zbitki słownej, mającej na celu deprecjację wszelkich polskich aspiracji wykraczających poza nominalną suwerenność. Sformułowanie „machanie szabelką” ma bowiem wywołać w umyśle odbiorcy szereg negatywnych skojarzeń z nieodpowiedzialną ułańszczyzną, fanfaronadą i naiwnym mierzeniem sił na zamiary na czele. Antytezą ma być natomiast „polityczny realizm”, który jednak, tak się dziwnie składa, każdorazowo sprowadza się do „płynięcia z głównym nurtem” - czytaj: podżyrowywania tego co zadecydują ponad naszymi głowami „starsi i mądrzejsi”.

O „machaniu” wiadomym sprzętem bojowym słyszeliśmy, ilekroć próbowano przeforsować w Brukseli rozwiązania niepodobające się głównym rozgrywającym (np. sprawa siły głosów poszczególnych państw), gdy wspieraliśmy Gruzję podczas rosyjskiej agresji, wcześniej zaś – ukraińską „pomarańczową rewolucję”... Słowem, ilekroć ktokolwiek usiłował realizować polską rację stanu.

Aha, zapomniałbym – pan Salik do „wymachiwania szabelką” dołożył jeszcze równie poręczne „prężenie muskułów”. Ach, ta „realistyczna” retoryka....

2) Woda sodowa?!

Teraz „wymachiwaniem szabelką” ma być „robienie wbrew” Gazpromowi i jego interesom. Autor opisywanego tu felietonu twierdzi wręcz, że polskim politykom uderzyła do głów woda sodowa. Czyżby? Nie zauważyłem. Jakim politykom? Komorowskiemu, który biadał nad spustoszeniami w polskim krajobrazie, jakie mają poczynić instalacje wydobywcze? Pawlakowi, który z uporem maniaka forsuje długoterminową umowę z Gazpromem, nie biorąc pod uwagę możliwości budowanego gazoportu, zaś gaz łupkowy traktuje w kategoriach fantasmagorii? A może SLD, które swojego czasu uwiązało nas do jamalskiej rury? Jedynie PiS zdaje się podchodzić do gazu łupkowego w kategoriach wielkiej, dziejowej szansy, ale i tu wypowiedzi są w sumie dość powściągliwe.

Dalej jest jeszcze gorzej. Pan Hubert Salik ze zgrozą odnotowuje, iż Donald Tusk przymierza się do rewizji ustaleń renegocjacji tzw. „kontraktu jamalskiego”. Potworność, zważywszy, iż wedle słów Autora, ekipa od Pawlaka wynegocjowała porozumienie „z takim trudem” (!!!).

Pragnę uspokoić pana Salika. Tusk prędzej sfajda się gołębiami, niż zrobi coś, co było by nie w smak władcom Kremla i przedstawicielom „partii Gazpromu w Polsce”. Gdyby się odważył zepsuć klimat polsko – rosyjskiego „pojednania”, to zapewne szybko przestałby być premierem. I Donald Tusk doskonale o tym wie. Jeżeli jednak, samobójczym rzutem na taśmę, udało by się mu zrewidować z korzyścią dla Polski kontraktowe zapisy, to zarobiłby u mnie pierwszego plusa (i to dużego) od początku kadencji.

Jest coś o wiele bardziej niepokojącego: publicysta „Rzeczpospolitej” zdaje się uporczywie nie dostrzegać, iż umowa z Gazpromem (czytaj – z Rosją) jest dla Polski skrajnie niekorzystna i to pod każdym względem. Nie miejsce tu na szczegółową wyliczankę. Panu Salikowi (i wszystkim innym) polecam lekturę artykułu z jego własnej gazety: „Gazowa porażka” autorstwa panów Naimskiego i Staniłki.

3) Łupkowe fanaberie.


Wreszcie, co do samego gazu z łupków. Otóż, ma być go „nieznana ilość” i to na dodatek, cytuję: „trudnego do wydobycia (jeśli w ogóle możliwego na skalę przemysłową)”. Czyli, zdaje się sugerować Hubert Salik, łupki to taka fanaberia, my zaś „podpalamy się” jak dzieci. Informuję pana publicystę, iż Amerykanie z powodzeniem eksploatują gaz łupkowy u siebie, zaś według specjalistów, budowa geologiczna złóż w Polsce jest zbliżona do tych na kontynencie amerykańskim. Poważne koncerny nie wchodziłyby w taki interes „w ciemno”. Pełna niepokoju reakcja Gazpromu również daje do myślenia. Rosja nie zwykła panikować z byle powodu.

Jedyne z czym można się zgodzić, to obawa, byśmy praw do eksploatacji nie oddali „za frajer”, bo wówczas może się okazać, że obce firmy eksploatują i sprzedają nasz gaz, my zaś nic z tego nie mamy. Optymalne byłoby obligatoryjne dla zagranicznych przedsiębiorstw zawiązywanie konsorcjów z PGNiG i dopiero takie konsorcja otrzymywałyby koncesje na eksploatację złóż (podatki płacone, oczywiście, w Polsce, plus pewien procent zysków odprowadzany do budżetu państwa, tak jak czyni to Gazprom w Rosji). My mamy złoża, oni technologię wydobycia, więc takie wyjście wydaje się logiczne. I w tej kwestii faktycznie należy patrzeć władzy na ręce.

4) W szeregu z Gazpromem.

Niemniej, samo traktowanie możliwości wydobycia gazu łupkowego i związanych z tym perspektyw jako „machania szabelką”, jest, chcąc nie chcąc, ustawieniem się w jednym szeregu z Gazpromem i jego sojusznikami w Europie zachodniej, gdzie już przebąkuje się o zakazie pozyskiwania shale gas na terenie Unii Europejskiej! Polskie władze powinny aktywnie działać również na tamtym froncie, gdyż zbyt wielu możnych tego świata czerpie korzyści ze współpracy z Rosją i Gazpromem, by byli zainteresowanymi w osłabieniu jego pozycji (o agenturze wpływu nie wspominając).

Doprawdy, Gazprom nie narzeka na brak sojuszników – ani w Polsce, ani na Zachodzie, ostatnio zaś przystąpił do hodowli nowych (umowa stypendialna z UW). Nie ma potrzeby, by dodatkowo mu pomagać.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

piątek, 19 lutego 2010

Gaz łupkowy – nowa nadzieja.


W kwestiach bezpieczeństwa energetycznego rachunek ekonomiczny ma znaczenie drugorzędne.

No, no… co to się porobiło… Myślałem, że o polskich złożach gazu łupkowego będzie w mediach panowała głucha cisza, niczym przez większą część naszych „negocjacji” z Gazpromem (przypomnę, negocjacje trwały od lutego 2009, zaś nasze przekaźniki i opozycja obudziły się dopiero w listopadzie 2009, gdy większość kluczowych kwestii była już przyklepana po myśli Gazpromu), a tu taka miła niespodzianka… Po wrzuceniu w wyszukiwarkę hasła „gaz łupkowy”, odnośniki wyskakują aż miło. Zatem ja, na użytek tych czytelników, którzy jeszcze przypadkiem o temacie nie słyszeli, zreferuję tylko pokrótce, w czym rzecz:

1) Łupki to rodzaj skał metamorficznych lub osadowych. Te drugie (łupki osadowe) w odpowiednich warunkach mogą tworzyć uszczelnienia zawierające ropę lub gaz. Nas interesują te z gazem, zwane łupkami gazonośnymi (łupkami czarnymi). Pozyskiwany z nich gaz nazywamy gazem łupkowym (shale gas). Jest to rodzaj „gazu niekonwencjonalnego” (w przeciwieństwie do gazu wydobywanego „tradycyjnymi” metodami).

2) Instytut Wood Mackenzie zajmujący się od 30 lat rozpoznaniem i doradztwem dla branży energetycznej i wydobywczej szacuje nasze złoża na 1,4 bln m3.

3) Oznacza to, że przy obecnym zużyciu ok. 14 mld m3 rocznie, gazu z samych tylko łupków starczyło by nam na następne 100 lat. Gdy doliczymy inne źródła pozyskiwania, takie jak wydobycie własne gazu „konwencjonalnego” i import tegoż z różnych kierunków (Rosja, Katar) – na o wiele dłużej.

4) Biorąc pod uwagę powyższe – przed Polską rysuje się niepowtarzalna szansa, byśmy stali się w stosunkowo nieodległej przyszłości poważnym eksporterem gazu.

5) W tej chwili wydobywanie gazu łupkowego na skalę przemysłową odbywa się tylko w USA i to Amerykanie są liderami odpowiednich technologii. Obecnie gaz łupkowy pokrywa zapotrzebowanie Stanów Zjednoczonych w 11% a planowane jest osiągnięcie pułapu 24% w 2015r.

6) Dzięki łupkom, USA wyprzedziło ostatnio w wydobyciu Rosję, a pozyskanie gazu z tego źródła wciąż rośnie. Stany z niedawnego importera, stają się eksporterem.

7) Jako że PGNiG nie dysponuje ponoć ani funduszami, ani odpowiednimi technologiami, koncesje poszukiwawcze (około 30) Ministerstwo Środowiska (konkretnie - Departament Geologii i Koncesji Geologicznej) rozdzieliło między podmioty zagraniczne (przede wszystkim amerykańskie). Otrzymały je takie firmy, jak: Chevron, Exxon Mobil, Marathon Oil Corp, ConocoPhillips, Aurelian, San Carlo, 3 Legs, BNK, LNG Energy.

8) Pierwsze odwierty rozpoczną się na wiosnę ("Lane Resources"– spółka zależna "3 Legs" + "ConocoPhilips" i BNK Petroleum.) Wyniki mamy poznać jesienią. Wg. wiceministra środowiska Henryka Jezierskiego (zarazem główny geolog kraju) wydobycie przemysłowe mogłoby ruszyć za 8 – 10 lat.

9) Pozyskanie gazu łupkowego jest droższe niż w przypadku tradycyjnych form wydobycia. W USA waha się w przedziale 80 – 130 USD za 1000 m3. Pytanie, jak te koszta kształtowałyby się w Polsce, szczególnie w odniesieniu do kosztów importu z Rosji.

10) Mimo kosztów, inwestycje w pozyskiwanie gazu łupkowego wciąż rosną i można śmiało rzec, że wkrótce w sposobach pozyskiwania gazu czeka świat „łupkowa rewolucja”, która ostatecznie zdetronizuje dotychczasowego hegemona, czyli Rosję. Przyznaje to sam Gazprom (gazownictwo.wnp.pl/gazprom-gaz-lupkowy-moze-zmienic-swiatowy-rynek-gazowy,100123_1_0_0.html )

Sabotaż jamalski.

W kontekście przytoczonych powyżej danych i prognoz, podpisanie przez Polskę umowy z Gazpromem w takim a nie innym kształcie, zakrawa wręcz na zdradę stanu.

Wiem, że to ciężkie oskarżenie, ale spójrzmy:

- Ministerstwo Gospodarki musiało dysponować danymi dotyczącymi naszych złóż, zainteresowania potencjalnych inwestorów, zmian zachodzących w światowych tendencjach sposobu wydobycia.

- Dlaczego zatem podpisaliśmy skrajnie niekorzystną umowę z Gazpromem, przedłużającą obowiązywanie tzw. kontraktu jamalskiego do 2037 roku?

- Dlaczego, mając na horyzoncie budowę gazoportu (2014r) i możliwość pozyskiwania gigantycznych ilości gazu łupkowego (lata 2018 - 2020), uzależniliśmy się od rosyjskich dostaw (ponad 10 mld m3 rocznie)?

- Dlaczego oddaliśmy Rosji kontrolę nad naszym odcinkiem gazociągu tranzytowego?

- Dlaczego podczas niemal rocznych negocjacji zachowywaliśmy się niczym przyparci do muru, jakbyśmy nie mieli żadnego pola manewru?

Toż to czysty sabotaż i dywersja. Uskutecznione, odnoszę wrażenie, z pełną premedytacją. Podziękujmy za to Waldemarowi Pawlakowi i Donaldowi Tuskowi (co do tego drugiego - nie jestem pewien, czy w ogóle orientuje się co "wynegocjowaliśmy").

Ekonomia i polityka.

Należałoby na koniec wspomnieć o jeszcze jednej kwestii. Przedstawiciele „partii Gazpromu” w Polsce uwielbiają podnosić argument ekonomiczny: że gaz, czy to z Norwegii, czy skroplony z Kataru, czy własny gaz łupkowy są droższe, zatem po co nam się porywać na takie ekstrawagancje (pamiętacie, co mówił Leszek Miller „uwalając”, z przeproszeniem, umowę na gaz z Norwegii?). Argumentom tym ulega sporo zdroworozsądkowych, wydawałoby się, osób.

To fałszywe postawienie sprawy. W kwestiach bezpieczeństwa energetycznego (i każdego innego) rachunek ekonomiczny ma znaczenie drugorzędne. Pierwsze skrzypce gra natomiast polityka. Tak, właśnie – bezpieczeństwo energetyczne to przede wszystkim sprawa polityczna o fundamentalnym, strategicznym znaczeniu dla kraju.

To dlatego Rosja z Niemcami puszczają rurę morzem, choć lądem byłoby taniej – bo taki jest interes polityczny obu państw, niezainteresowanych wzrostem znaczenia Europy Środkowo – Wschodniej, jako obszaru tranzytowego.

To dlatego nasz poprzedni rząd zainicjował projekt gazoportu – bo zwiększy on nasze bezpieczeństwo względem Rosji, mimo, że gaz LNG jest droższy.

Dlatego też należy od tej pory uważnie przyglądać się, wszelkim działaniom i zaniechaniem naszych obecnych i przyszłych „wybrańców” w kwestii polskich złóż gazu niekonwencjonalnego. I odnotowywać, kto będzie podnosił „argument”, że skoro mamy zagwarantowany tańszy gaz z Rosji, to po co nam jakieś tam „łupki”.

Gadający Grzyb

pierwotna publikacja: www.niepoprawni.pl

Inne moje teksty gazowe:

www.niepoprawni.pl/blog/287/czy-dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/dokarmimy-rosje

niepoprawni.pl/blog/287/gazowy-cpun

www.niepoprawni.pl/blog/287/biadolenie-nad-rozlanym-mlekiem

www.niepoprawni.pl/blo